facebooktwitteryoutubesoundcloudrsskalendarzjęzyk polskijęzyk angielski

publikuj na facebooku wykop tomapadrukuj« Algiers – jak kamyk w bucie

opublikowane przez: redaktor, z dnia 30.07.2018, 10:25

Koncert zespołu Algiers był niewątpliwie jednym z najważniejszych wydarzeń w lipcowym kalendarium kulturalnym naszego regionu. Występ grupy w poznańskim klubie Meskalina okazał się pożywką zarówno dla wszelkiej maści eklektyków, jak i idealistów, którzy wciąż wierzą, że muzyką można zmieniać świat. Choćby na małą skalę.

 

Przyznam szczerze, że kiedy słyszę, że jakiś muzyk jest "zaangażowany", w głowie mimowolnie zapala mi się czerwona lampka. Trudno nie podchodzić z dystansem do przelotnych flirtów (a czasem i gorących romansów) wykonawców i zespołów z polityką, pamiętając, jak wiele z nich kończyło się przyłapaniem przez słuchaczy na bezceremonialnej zdradzie. I bynajmniej nie chodzi tu wcale o sprzeniewierzenie się jakimś ideałom, ale o odstępstwie od muzyki jako takiej.

Osobiście odczuwam dyskomfort, kiedy słyszę, jak ceniony przez mnie artysta z każdą kolejną płytą coraz mocniej skupia się na swoim "zaangażowaniu w sprawę", brzmienie, melodię, rytm zaczynając traktować po macoszemu niczym weselny podkład muzyczny, na który nikt – między jednym kieliszkiem a drugim – i tak nie zwróci uwagi. To może być szczerze irytujące – i to bez względu na to, czy mamy do czynienia z muzykiem biegającym na polityczne wiece konkretnej partii, czy też z zawziętym anarchistą, zakrzykującym wszystkich, byle tylko przekonać do swoich racji.

 

ZAANGAŻOWANY EKSPERYMENT

Sprawa ma się zupełnie inaczej, jeśli obie rzeczy idą ze sobą w parze – jeśli protest song (bądź utwór do niego aspirujący) nie tylko nam "o czymś" mówi, ale również "jakoś" brzmi. Dzieje się jeszcze lepiej, kiedy jego autor mówi nam coś prosto w twarz, jednocześnie dokładając wszelkich starań, by z całej siły uderzyć w nas muzyką.

Członkowie amerykańskiego zespołu Algiers mają w tym dużą wprawę, choć tak naprawdę dopiero debiutują. Kiedy w 2015 roku ukazał się ich pierwszy, tytułowy album, krytycy i dziennikarze muzyczni (w tym żurnaliści z "The New York Times") zaczęli drapać się po głowach, ale i szelmowsko uśmiechać pod nosem. Kiedy dwa lata później na półkach sklepów muzycznych pojawił się "The Underside Of Power", wielu wpadło w szał. Trudno im się dziwić, ponieważ twórczość załogi Franklina Jamesa Fishera to "zaangażowany eksperyment", przemyślany od początku do końca, co więcej, naprawdę trudno go zaszufladkować. Choćby dlatego, że artystyczny, w pełni awangardowy rock stanowi dla Algiers zaledwie punkt wyjścia. Co mamy dalej? Na usta ciśnie się długa i rozbudowana lista, z której największymi literami wypisany jest postpunk, industrial, noise, wreszcie "nowy" blues, gospel i soul. To słowa klucze, jakby niedbale namalowane na murze tłustymi, rzucającymi się w oczy literami.

 

GŁOŚNIEJSI OD BOMB

Mięsiste, frenetyczne brzmienie utworów Algiers wywołuje konsternację, zwłaszcza że kompozycje wwiercają się w głowę również wszechobecnym, bardzo jasno wyrażonym słowem – o polityce, religii, ekonomii, etyce, rasizmie i wszystkich tych rzeczach, przez które tak często mamy ochotę pogardliwie splunąć. Studyjne wersje utworów Algiers oddziałują na słuchacza z całą możliwą mocą – z każdą minutą wzbierają coraz mocniej, zarówno od strony muzycznej, jak i tekstowej – jednak ich prawdziwe oblicze ujawnia się dopiero podczas występów na żywo. Panowie udowodnili to w klubie Meskalina, który dla zespołu "głośniejszego od bomb" może i był nieco przyciasny (i na pewno zbyt duszny), jednak nawet w jego kameralnych wnętrzach chlastał po bębenkach jak najgorszy sadysta.

 

W OPOZYCJI, W EKSTAZIE

Niewątpliwie o wiele zasadniej jest opisywać koncerty Algiers w sposób całościowy niż wyrywkowy. Prezentowane utwory wiązały się ze sobą nie tylko na poziomie ideowym, ale również emocjonalnym. Gdyby jednak chcieć wskazać te kluczowe, z pewnością należałoby wspomnieć o otwierającym numerze "Cry Of The Martyrs", który wprowadził momentalnie zlaną potem publiczność w kompulsywne drżenie. Hałaśliwymi, postpunkowymi riffami, ale również fenomenalnym refrenem, w którym ze ściany gitarowego hałasu wyłania się majestatyczny, czarny jak smoła wokal Fishera – sam artysta wyglądem, ale i charyzmą przypomina Jimiego Hendrixa.

Jak na dobre widowisko przystało, podczas występu Algiers liczyły się nie tylko piosenki, ale również ich efektowne wykonania. Za przykład weźmy "Black Eunuch" – utwór prowokujący tytułem, z chwytliwym, klaskanym motywem, jednak najbardziej przyciągający sceniczną ekspresją jego autorów. Widokiem odlatującego gdzieś daleko perkusisty Matta Tonga o aparycji klasowego nerda, bębniącego tuż nieopodal wspierającego wokalnie basisty Ryana Mahana. Wijącego się w narkotycznej ekstazie, w gangsterskiej bandanie na twarzy, wyglądającego trochę jak inkarnacja Toma Morello z czasów Rage Against the Machine. Warto wspomnieć też o pięciu wymownych minutach z piosenką "Blood", w której gospelowy, nucony sampel stanowi niepokojące tło pod depresyjnego, wytrawnego alt-rocka à la Nick Cave. Muzykę odwołującą się do tradycji wciąż nie do końca wyemancypowanych Afroamerykanów, a jednocześnie wyraźnie zdystansowaną do muzaku "białych" mass mediów. Oczywiście w zestawie nie mogło również zabraknąć "The Underside of Power", który pozwolił zdać sobie sprawę, że twórczość tych muzycznych rebeliantów może w równym stopniu zainteresować fanów klasycznego punk rocka z płyt The Clash, jak i swawolnych, gitarowych wybryków Steve’a Reicha.

 

MUZYKĄ ZBUDOWAĆ MUR

Trzeba powiedzieć wprost, że przynajmniej tego wieczoru ciężar gatunkowy twórczości Algiers (jak i idące za nim natężenie decybeli) było doświadczeniem katharsis, czymś prawie nie do zniesienia. Ten koncert był jak kamyk w bucie – drażnił i wprawiał w dyskomfort. Ba, z pewnością dla wielu był jak kula u nogi. Nie dla nas, dobrze wiedzących, czego możemy spodziewać się po tym zespole, ale dla tych, o których jego twórczość tak często traktuje. Każda trasa tej grupy składa się z dziesiątek małych kamyczków, dzięki którym Wielki Brat – ten potwór na glinianych nogach – choć na krótką chwilę zaczyna kuleć. To cegiełki wnoszące wysoki mur, strzegący nas przed propagandą możnych tego świata. Trzęsących polityką, wszczynających wojny, przechadzających się po trupach…

 

Koncert zespołu Algiers, 25 lipca godz. 19, Poznań, Meskalina (Stary Rynek 6)

 

AUTOR: Sebastian Gabryel

Zdjęcia: Mariusz Forecki

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

Krupa u podstaw

19
Niedziela
Sierpień 2018
Emilii
Julinana
Konstancji
Sierpień, 2018
PnWtŚrCzPtSN
303112345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829303112

poprzedni dzisiaj następny

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego