facebooktwitteryoutubesoundcloudrsskalendarzjęzyk polskijęzyk angielski

publikuj na facebooku wykop tomapadrukuj« Rzeczy, których nie wyrzucimy – rozmowa z Agatą Maszkiewicz

opublikowane przez: redaktor, z dnia 19.07.2018, 07:03

Co mówią o nas przedmioty, jakimi się otaczamy? Dlaczego do jednych jesteśmy przywiązani, a innych nie potrafimy znieść? Spektakl Agaty Maszkiewicz "Still Life" pochyla się nad znaczeniem tytułowej martwej natury w życiu człowieka. Przedstawienie zostało świetnie przyjęte podczas przeglądu Stary Browar Nowy Taniec na Malcie.

To ciekawe, że spektakl Agaty Maszkiewicz powstał w tym samym czasie, w którym nagrodzona Paszportem "Polityki" książka Marcina Wichy "Rzeczy, których nie wyrzuciłem". Zarówno autor, jak i choreografka dalecy są od modnych teorii minimalistów radzących, by jak najszybciej pozbyć się tego, co nie jest nam niezbędne. Każde z nich z martwych przedmiotów wywodzi wzruszające opowieści o życiu i śmierci.

 

Rozmowa z Agatą Maszkiewicz, tancerką, choreografką.

 

IZABELA SZYMAŃSKA: Zacznę od pytania, które sama zadajesz w spektaklu "Still Life": Gdybyś była faraonem – co zabrałabyś ze sobą do grobowca?

AGATA MASZKIEWICZ*: Dzisiaj – nic, ale po pracy nad tym przedstawieniem mam przeczucie, że może się to zmienić. Spektakl wyszedł z osobistych doświadczeń. Jakiś czas temu z moim partnerem kupiliśmy we Francji dom na wsi. Dom był raczej pusty, do momentu gdy zgodziliśmy się przyjąć sporo rzeczy od rodziców Vincenta, bo nie mieściły się w ich nowym mieszkaniu. Dla nich to była ulga, że nie muszą wyrzucać, oddawać, tylko wstawią do nas i być może za jakiś czas my albo kuzyni będziemy mogli z nich skorzystać. Zauważyłam, że im dłużej te przedmioty mnie otaczają, tym większy emocjonalny związek z nimi się wytwarza. Zastanawiałam się, dlaczego tak jest, dlaczego są rzeczy, które mnie irytują, dlaczego potrafię szczerze nie lubić np. dywanu. W tym samym czasie miałam rozmowę z moim ojcem, który pokazywał mi szereg rzeczy. Mówił, jaką mają dla niego wartość, i w pewnym momencie powiedział: "Wiesz, bo kiedy umrę…". Zawstydziło mnie to, nie wiedziałam, czy my rozmawiamy jeszcze o przedmiotach, czy on już przygotowuje mnie na swoją śmierć.

A że chciałam zrobić spektakl nawiązujący do przedstawień martwych natur w malarstwie, to postanowiłam połączyć te dwa wątki. Martwe natury nigdy nie były traktowane jako sztuka wysoka, a wiele mówiły o społeczeństwie i relacji ze światem.

 

W przedstawieniu pokazujesz filmy, w których rozmawiasz z różnymi osobami o ważnych dla nich przedmiotach: jest kobieta mieszkająca w domu opieki, jest rzeźnik, stolarz, młoda dziewczyna. A potem interpretujesz ruchem ich wypowiedzi. Jak wybierałaś tych bohaterów, co ich łączy?

Wszyscy idą pod prąd tego, co wymaga od nas świat. Weźmy na przykład rzeźnika: pracuje w miasteczku niedaleko naszego domu, ma jedną krowę, wie skąd ona jest, dzieli ją tak, żeby nic się nie zmarnowało, więc jak przychodzisz do niego, to zakupy trwają godzinami, bo o wszystkim opowiada. Czasami myślę, że dokłada do tego biznesu. W spektaklu opowiada o nożu, który dostał, gdy uczył się fachu. I teraz gdy on sam kogoś uczy, na zakończenie nauki też daje mu nóż.

 

"Still life" pokazywałaś podczas przeglądu "Stary Browar Nowy Taniec na Malcie" w Poznaniu, a na co dzień łączysz życie pomiędzy Polską i Francją, to kolejny przystanek na twojej tanecznej drodze – jak się ona zaczęła?

W podstawówce chodziłam do klasy tanecznej.

 

Gdzie były takie podstawówki?

Na warszawskim Ursynowie. To była publiczna szkoła, a w niej nauczyciel zafascynowany tańcem. Prowadził zespół ludowy Jaromiry i na bazie tych doświadczeń postanowił stworzyć taneczną klasę. Wszystkie dziewczynki do niej szły, poszłam i ja.

 

Uczył was tańca ludowego?

To była klasa o profilu współczesnym, prowadził ją Jarosław Wojciechowski. Muszę przyznać, że mam dla niego wiele uznania – to był początek lat 90., niewiele osób słyszało o tańcu współczesnym, on sam uczył się na różnych kursach i od razu nam tę wiedzę przekazywał. A potem zaczął zapraszać osoby, które miały większe doświadczenie. To była świetna przygoda, na luzie, nie miała nic wspólnego z rygorem szkół baletowych.

Potem sama jeździłam na kursy, uczyłam się ciągle czegoś nowego, ale przez bardzo długi czas nie wiązałam przyszłości z tańcem. Nie było takich wzorców życia, nie znało się osób, które tańczą i tylko z tego się utrzymują. Oczywiście istniały zespoły jak Polski Teatr Tańca w Poznaniu, ale tam trzeba było znać podstawy klasyki, co było dla mnie nieosiągalne. Nawet kiedy dostałam się do Institute of Dance Arts w Linz, to wzięłam urlop dziekański na Uniwersytecie Warszawskim, bo byłam pewna, że wrócę i skończę studia. Ale potoczyło się inaczej. Nauka w Linz to był proces, w trakcie którego zrozumiałam, że taniec może być moim zawodem. Zmieniłam spojrzenie i zrozumiałam, jakie wiążą się z tym wyzwania, bo to, że ja lubię się ruszać, nie musi oznaczać, że widz musi lubić mnie oglądać.

 

Skąd taka myśl?

Na studiach uczono nas techniki, a jednocześnie pokazywano cały ruch tańca konceptualnego. Zaczynaliśmy kwestionować balet, wirtuozerię, wprowadzać równą relację z publicznością. I nagle przyszedł czas egzaminów końcowych, trzeba było się pokazać, sprostać oczekiwaniom szkoły, naszych pierwszych widzów, żeby pokazać technikę – to, czego się nauczyliśmy. Wszyscy przeżywaliśmy kryzys, bo zauważaliśmy, że wykonywana przez godzinę sekwencja estetycznych ruchów zaczyna nas nudzić, a sam taniec przestał nam wystarczać. Zastanawiałam się, jak tańczyć, żeby to miało dla mnie sens, żeby połączyć ruch z kontekstami, które na scenie byłyby interesujące. Długo nie wiedziałam, co zrobić i w końcu zrobiłam to, co jest na początku solo "Polska" – byłam do góry nogami. Chciałam pokazać świadomość ciała, ale nie wirtuozerię. Po tym egzaminie nauczyciel podszedł do mojej mamy i powiedział: "Niech się pani nie martwi, pani córka naprawdę potrafi tańczyć!".

 

Od tego czasu współpracowałaś z zespołem Superamas, robiłaś własne spektakle, jak pokazywana w Starym Browarze "Polska" czy "Duel", a także zajmowałaś się ruchem scenicznym w spektaklach teatralnych Weroniki Szczawińskiej. Jak dziś widzisz swoją pracę i kierunek rozwoju?

Jestem w momencie zmiany. Chciałabym postawić na autorskie prace, ale pojawia się pytanie, czy dam radę się z tego utrzymać i czy mam tyle energii, by zająć się ich produkcją. Wszędzie na świecie finansowanie kultury jest w kryzysie, nawet we Francji, która słynie z tego, że ma świetny system wsparcia tańca. Przez lata funkcjonowałam w koprodukcjach, łatwiej było zdobyć pieniądze na spektakl, jeśli miało się kilku partnerów, tancerzy ze świata. Dziś częściej słyszy się, że trzeba działać lokalnie, postawić na zaangażowanie w jednym miejscu – wtedy otrzyma się dotację. Dodatkowo we Francji jest bardzo specyficzne środowisko, możesz spotkać świetnych ludzi, takich jak w Poznaniu Joanna Leśnierowska w Starym Browarze, z którą jest bardzo bezpośredni i partnerski kontakt. Ale są też tacy, którzy z zegarkiem w ręku odliczają czas spotkania, mówią, z kim masz pracować, do kogo się dołączyć. Zatem w najbliższym czasie czeka mnie rozpoznanie terenu i wydeptanie sobie nowych ścieżek.

 

AGATA MASZKIEWICZ* – tancerka, choreografka. Jest absolwentką Institute of Dance Arts na Anton Bruckner Privatuniversität w Linz, brała także udział w programie ex.er.ce. pod kierownictwem Xaviera Le Roya w Centrum Choreograficznym w Montpellier. Współpracuje m.in. z kolektywem Superamas. Tworzy własne spektakle, jak "Polska", "Don Kiewicz i Sancho Waniec", "Still Life", które w Poznaniu można było zobaczyć w ramach programu Stary Browar Nowy Taniec. Przygotowuje także ruch sceniczny do spektakli w reżyserii Weroniki Szczawińskiej – ich najnowszą premierą jest "Lawrence z Arabii" w Teatrze Powszechnym w Warszawie.

 

AUTORKA: Izabela Szymańska

Zdjęcia: Maciek Rukasz, Daniel Botton, Martial Mouroux

 

 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

Krupa u podstaw

19
Niedziela
Sierpień 2018
Emilii
Julinana
Konstancji
Sierpień, 2018
PnWtŚrCzPtSN
303112345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829303112

poprzedni dzisiaj następny

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego