facebooktwitteryoutubesoundcloudrsskalendarzjęzyk polskijęzyk angielski

publikuj na facebooku wykop tomapadrukuj« Spójrzmy na obraz inaczej

opublikowane przez: kulturaupodstaw.pl, z dnia 11.03.2018, 20:09

Jak pokazały te rozmowy, o obrazie warto mówić też jak o pewnego rodzaju aktywizacji. Bodźcu, zachęcającym do konkretnego działania, choćby do protestu. W tym przypadku, obraz ma już nie tyle przenosić informacje, ile skłonić do pewnych bardzo określonych działań - mówi Maciej Frąckowiak o zbiorze rozmów "Kruche medium", wydanym niedawno w poznańskim Pix.house.

Sebastian Gabryel: Czy rozmawianie o fotografii - w tym przypadku przede wszystkim dokumentalnej - nie przypomina trochę tańczenia o architekturze? To może nieco prowokujące pytanie, ale jak sam określasz to tytułem zbioru, fotografia to medium kruche. Raczej wymyka się precyzyjnym opisom, trudno „poskromić” je słowem. Odczułeś to podczas pracy nad książką?

Maciej Frąckowiak*: Wbrew pozorom, to wcale nie był jakiś wyjątkowo trudny proces, mimo że większość postawionych przez mnie pytań, dotyczyła nie tyle warsztatu fotografa czy kwestii technicznych, ile kontekstów, w których funkcjonują ich przedsięwzięcia. Nie było to jednak żadną przeszkodą, ponieważ rozmawiałem z osobami posługującymi się fotografią od wielu lat, a w związku z tym, mającymi wiele cennych przemyśleń na temat własnej praktyki. Poza tym, dziś w fotografii mamy dość szczególny moment, bo obecnie to zjawisko ma wiele emanacji i zaczyna się silnie różnicować. Osoby, które się nim zajmują, skłania to do postawienia pytań, nawet samemu sobie, na temat swojego miejsca w tym obszarze oraz faktycznego stosunku do niej. Warto też zauważyć, że fotografowie coraz częściej muszą uzasadniać swoje działania, zwłaszcza w kontekście wspierania kultury i organizowania wydarzeń z nią związanych. System grantowy coraz częściej wymaga od nich „spowiadania się”, odpowiadania na pytanie: dlaczego ten projekt jest ważny i co właściwie z niego wynika? Podejrzewam więc, że pytania, które stawiałem swoim rozmówcom na potrzeby tej książki, nie były dla nich aż tak zaskakujące.

„Kruche medium” składa się z trzynastu wywiadów z fotografami, z którymi rozmawiasz przede wszystkim o fotografii dokumentalnej jako dziedzinie, która zdolna jest wywoływać społeczne zmiany. O jakich dokładnie mowa?


- W tej książce dokument fotograficzny traktowany jest dosyć szeroko. Rozmowy toczyły się nie tylko wokół obrazu, który dokonuje jakichś zmian - wokół takiego tradycyjnego fotoreportażu prasowego czy dokumentu, który w tradycyjnym sensie ma uwrażliwiać, upowszechniać pewne ideały czy propagować humanizm. Było bowiem wiele momentów, w których punkt ciężkości został przeniesiony na społeczną praktykę, fotografię jako rodzaj pretekstu do nawiązywania relacji, prowokowania wartościowych sytuacji. Fotografia ma wtedy już więcej wspólnego z animacją kultury niż takim klasycznym fotoreportażem. Jak pokazały te rozmowy, o obrazie warto mówić też jak o pewnego rodzaju aktywizacji. Bodźcu, zachęcającym do konkretnego działania, choćby do protestu. W tym przypadku, obraz ma już nie tyle przenosić informacje, ile skłonić do pewnych bardzo określonych działań. Kiedy myślimy o potencjale fotografii do zmiany wyłącznie w kategorii obrazu, to coś ucieka nam z oczu. Na szczęście, ten specyficzny moment, w którym znajdujemy się obecnie, sprawia, że zaczynamy mieć to na uwadze. Fotografa ma wiele obliczy - może być rytuałem, obyczajem, wspólnotą, sposobem myślenia, pełnić funkcję terapeutyczną... Dobrze, że we wszystkich tych obszarach jest coraz częściej wykorzystywana.

Odnoszę wrażenie, że dobrym podtytułem twojej książki mogłoby być pytanie: „Czy fotografia dokumentalna może zmieniać świat?”. Wspólnym mianownikiem zawartych w książce rozmów jest szeroko pojęty potencjał sprawczy fotografii dokumentalnej. Czy dziś potrafimy go właściwie wykorzystać?

- W tym aspekcie splatają się różne wątki, również niemające związku z działaniami czysto intencjonalnymi. Na ile fotograf jest w stanie zapanować nad tym, co jego praca wywołuje? Jak zauważył socjolog Marek Krajewski, świat jest dziś na tyle złożony, że większość zmian, które obserwujemy, jest raczej skutkiem pewnych sprzężeń - efektem nakładania się na siebie nie tylko działań intencjonalnych, ale również chociażby zwykłych przypadków. Idąc tym tropem, fotografia zmienia i przeobraża porządek zbiorowy, ale nie zawsze łatwo powiedzieć, na ile jest to skutkiem bardzo przemyślanych działań ludzi, a na ile efektem zbiegów okoliczności. Niemniej jednak, świadomość, że nie jesteśmy w stanie do końca zapanować nad konsekwencjami swojej pracy twórczej czy działalności społecznej, nie powinna zwalniać nas z odpowiedzialności za rzeczy, o które można zadbać, a które pozostają w naszym zasięgu. Dlatego obecnie tak ważna dla fotografów jest choćby forma upowszechniania ich prac - zdają sobie doskonale sprawę, że to właśnie od niej uzależniony jest typ uwagi odbiorcy.

Zadałem to pytanie, ponieważ chyba nie ma wątpliwości, że obecnie w fotografii panuje ogromna nadpodaż. Czy można powiedzieć, że paradoksalnie ona zmniejsza potencjał fotografii? Przesyt obrazów obniża ich siłę sprawczą?

- I tak, i nie. Zdecydowana większość obrazów, bez względów na ich natłok, jednak wywołuje w nas jakieś reakcje. Widać to choćby po mediach społecznościowych, jak często służą one choćby podtrzymywaniu międzyludzkich relacji. Sądzę, że dziś fotografia, ta najpowszechniejsza, mniej apeluje do naszej wyobraźni, a bardziej prowokuje do interakcji. Nawet jeśli tych zdjęć jest wszędzie bardzo dużo, to zmuszają nas do zaangażowania - choćby poprzez poświęcanie czasu na oglądanie ich. Z drugiej strony, duża ilość obrazów sprawia, że odbieramy je w trochę innym stylu niż było to kiedyś. Chciałbym jednak podkreślić, że innym, nie znaczy gorszym. Po prostu nie kontemplujemy ich z nabożną miną, nie celebrujemy tego, nie dorabiamy jakichś otoczek. Minął czas, w którym taki lekturowy tryb uwagi był jedynym, którym obdarzamy fotografię.

Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale wydaje się, że dziś nie tylko inaczej ją odbieramy, ale często nie potrafimy o niej mówić. Wszyscy mamy coś do powiedzenia na temat seriali Netflixa, a kiedy mamy podzielić się swoimi wrażeniami na temat fotografii, to czasem jakbyśmy zapomnieli języka w gębie. To wynika z naszego onieśmielenia? Lęku, że nie mamy do tego odpowiednich kompetencji?

- Pewnie po części tak. W tym momencie warto odnieść się do doświadczeń szkolnych. W programach nauczania zawsze stawiało się na analizę tekstowych wytworów kultury, a nawet jeśli interpretowało się obrazy, to najczęściej również jako teksty. Mimo to, nasza tradycja edukacji nie pozwala nam dostatecznie przekonać się nawet o tym, że obrazy fotograficzne często bywają komunikatami, które jednak wymagają interpretacji i należy je traktować poważnie. Z drugiej strony, być może taka sytuacja bierze się także z samego sposobu, w jakim obrazy najczęściej na nas oddziałują. Przyglądamy się im, traktując jako pewnego rodzaju okna na rzeczywistość. Być może moment, w którym nagle staralibyśmy się rozkładać je na czynniki pierwsze, zastanawiać się, do jakich konwencji odwołuje się w nich fotograf, zabiłby przyjemność ze styczności z nimi.

W podsumowaniu książki Rafał Drozdowski pisze, że jednostki i instytucje powinny „pracować na rzecz pozytywnej różnicy”. Zastanawiam się, co dokładnie miał na myśli...

- To próba ogólnego zdefiniowania zmiany w kontekście fotografii. „Pozytywna różnica” to taki rodzaj przeobrażenia, który sprawia, że coś funkcjonuje inaczej i w założeniu, przynajmniej trochę lepiej. Jak się domyślam, mowa tu o działaniach instytucji, które wspierają działania fotograficzne, mając na uwadze ich wymiar społeczny - w których zakłada się aktywizację, działania na rzecz wyrównania szans, walczy z obowiązującymi stereotypami. Myślę, że jeśli nie możemy mieć pewności, jaki rezultat końcowy przyniesie to, co wytwarzamy, to może takie ryzyko powinno nas skłonić do większego skupienia się na działaniach na rzecz mniejszych, ale konkretnych grup, a nawet jednostek. Fotografia może być dobrym narzędziem nie tylko do wielkiej, socjotechnicznej zmiany. Warto o tym pamiętać.

Rozmawiał: Sebastian Gabryel
Zdjęcia: Mariusz Forecki

*Maciej Frąckowiak - socjolog, zainteresowany formami aktywności i bezczynności społecznej w miastach, a także obrazem, który próbuje traktować jako narzędzie i pretekst do badań oraz zmiany relacji społecznych. Kurator i inicjator działań badawczych i artystycznych w tych obszarach. Współredaktor książek: „Badania wizualne w działaniu. Antologia tekstów” (2011), „Kolaboratorium. Zmiana i Współdziałanie” (2011), „Smutek konkretu” (2015). Współautor książki „Narzędziownia. Jak badaliśmy (niewidzialne) miasto?”, a także autor i współautor kilkudziesięciu tekstów publikowanych w periodykach naukowych, pracach zbiorowych, prasy popularnonaukowej i katalogach. W Instytucie Socjologii UAM przygotowuje rozprawę doktorską poświęconą współczesnym interwencjom wizualnym.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

Krupa u podstaw

24
Niedziela
Czerwiec 2018
Danuty
Jana
Janiny
Czerwiec, 2018
PnWtŚrCzPtSN
28293031123
45678910
11121314151617
18192021222324
2526272829301

poprzedni dzisiaj następny

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego