facebookg+twitteryoutubesoundcloudrsskalendarzjęzyk polskijęzyk angielski

publikuj na facebooku wykop tolinkdrukuj« Galeria z energią i poczuciem humoru

opublikowane przez: kulturaupodstaw.pl, z dnia 11.02.2018, 13:00

Zakładałyśmy FWD: na przekór głównej tendencji – w pustym Poznaniu, a nie w Warszawie. Z tego powodu wiele osób było zadziwionych naszym wyborem i wróżyło nam rychły koniec. Tym bardziej starałyśmy się otworzyć galerię z rozmachem, który przekona malkontentów – mówią Maria Ancukiewicz i Ewa Mrozikiewicz, właścicielki galerii sztuki FWD:, która właśnie obchodzi swoje drugie urodziny.

Kuba Wojtaszczyk: Ostatnio, kiedy rozmawialiśmy, byłyście na początku drogi kuratorskiej w waszej galerii FWD:. Jak wspominacie ten czas, te pierwsze kroki?

Ewa Mrozikiewicz*: Na pewno czułyśmy trochę, że zakładamy FWD: nieco na przekór głównej tendencji – w pustym Poznaniu, a nie w Warszawie, która teoretycznie jest pełna możliwości... Z tego powodu wiele osób było zadziwionych naszym wyborem i wróżyło nam rychły koniec. Tym bardziej starałyśmy się otworzyć galerię z rozmachem, który przekona malkontentów. Ta energia towarzyszy nam do teraz – inaczej nie miałybyśmy siły prowadzić galerii sztuki współczesnej w Pasażu Różowym.

Maria Ancukiewicz**: Tak naprawdę, po dwóch latach prowadzenia FWD: to wciąż nasze pierwsze kroki. Oczywiście wiele nauczyłyśmy się przez ten czas, ale jeszcze dużo brakuje, żeby aspirować do miana tak zwanej „profesjonalnej galerii”. Mimo to, podoba nam się ten stan i chociaż jesteśmy coraz bardziej rozpoznawalne, to nadal możemy sobie pozwolić na pewnego rodzaju szaleństwo w naszych projektach. Program realizujemy bardzo konsekwentnie i po tych dwóch latach okazuje się, że specyficzna energia i poczucie humoru, którymi rozpoczęłyśmy nasze działania do tej pory są istotnym elementem realizowanych w FWD: wystaw – jesteśmy już chyba nawet z tego znane!

Uczyłyście się na błędach?

E.M.: Zdecydowanie! Całe życie powinnyśmy uczyć się na błędach w każdej dziedzinie jakiej się podejmiemy. Jestem wyznawczynią psychologicznej teorii dezintegracji pozytywnej wg której błędy i porażki są dynamicznymi momentami rozwoju. Właśnie podczas największych zawodowych klęsk uczymy się najwięcej. W FWD: staramy się trzymać tej zasady. Na pewno po przeżyciu razem wielu wpadek wiemy, że możemy sobie nawzajem ufać i na sobie polegać. Czujemy się też silniejsze jako osoby, potrafimy z naszymi wtopami współpracować i obracać je na naszą korzyść.
M.A.: Staramy się, aby nasze potknięcia nie były podawane do publicznej wiadomości, ale skoro już pytasz… Chyba najważniejszą dla nas lekcją jest wypracowana do tej pory komunikacja z artystami, z którymi współpracujemy. Okazuje się, że jeżeli od początku nie czujemy „chemii” to po prostu nie wypali – kilkukrotnie pozostawałyśmy z nadzieją, że może w trakcie pracy nad wystawą to przyjdzie samo, ale to nigdy się nie udawało. Po prostu od początku musi zaiskrzyć, wtedy mamy gwarancję, że ekspozycja będzie udana i zarówno my, jak i zaproszeni artyści, będziemy zadowoleni.

Które z wystaw wspominacie najlepiej?

M.A.: Bardzo dobrze wspominam wystawę otwierającą aktualny sezon wystawienniczy, czyli „I AM STILL ALIVE”. Był to dla nas wyjątkowy projekt, ponieważ do współpracy zaprosiłyśmy wszystkie – naszym zdaniem – najważniejsze poznańskie galerie. W efekcie powstała ekspozycja, w której wzięły udział: Galeria Tak, 9/10, EGO, Łęctwo, Piekary, Rodríguez Gallery i oczywiście FWD:. Wspólnie stworzyliśmy test psychologiczny i po jego rozwiązaniu publiczność dowiadywała się, która z galerii jest jej „bratnią duszą”. Oprócz tego, każda z zaproszonych inicjatyw udostępniła nam po jednej pracy najlepiej obrazującej jej charakter. Rozwiązywanie testu było naprawdę dobrą zabawą, dla nas z kolei bardzo ważny był sam fakt współpracy. Dzięki temu projektowi udało się między nami a zaproszonymi galeriami wypracować zaufanie, które pozwoli nam na podjęcie kolejnej wspólnej inicjatywy w przyszłości.
E.M.: Zupełnie nieobiektywnie wszystkie nasze wystawy bardzo lubię. Na pewno moje serce zabiło szybciej, kiedy wystawiałyśmy prace Maćka Chorążego na wystawie „Jak zrobić dobre zdjęcie używając pralki”. Wtedy sama mogłam ustawić obiekt pt. „Leniwa rzeźba”, której poświęciłam rozdział mojej pracy magisterskiej. Ogólnie zwykle pokazujemy sztukę, której jesteśmy fankami, stąd pewnie moja sympatia dla  naszych ekspozycji.

Wernisaże przez was organizowane przyciągają masę ludzi... Zaspokajacie poznański głód sztuki?

E.M.: Myślę, że jeszcze długo zanim Poznań się nasyci  i bardzo dobrze, będziemy go karmić naszymi projektami do upadłego! (śmiech)
M.A.: Mamy wrażenie, że ogólnie wszelkie poznańskie inicjatywy kulturalne przyciągają spore grono odbiorców. Dzieje się chyba coraz więcej i może przestaniemy w końcu porównywać się z Warszawą i narzekać na kondycję poznańskiego artworldu.

Zatem miasto was chyba dobrze przyjęło?

M.A.: Miasto nie miało wyboru – wynajęłyśmy przestrzeń, zaczęłyśmy robić wystawy, wszystko własnymi siłami. Nie mamy instytucjonalnego wsparcia miasta, aczkolwiek jest to po części nasz wybór. Ludzie i środowisko nas dobrze przyjęli, dlatego staramy się wciąż ich zaskakiwać i robić nowe, fajne rzeczy.
E.M.: Zadomowiłyśmy się już na kulturalnej mapie miasta. Faktycznie publiczność nam dopisuje. Szczególnie cieszy mnie to, że przychodzą do nas ludzie z różnych środowisk, nie tylko Ci związani na co dzień ze sztuką.

Co się zmieniło przez dwa lata waszej działalności?

M.A.: Ostatnio po raz pierwszy zaprosiłyśmy do stworzenia wystawy kuratorkę z zewnątrz. Ania Sienkiewicz, pracująca na Wydziale Malarstwa i Nowych Mediów na Akademii Sztuki w Szczecinie, zaprezentowała u nas szczecińskie środowisko artystyczne, związane przede wszystkim z Wydziałem Malarstwa i Nowych Mediów. Same nie byłybyśmy w stanie dotrzeć do tych twórców i ich prac, znanych jedynie w wąskim gronie. Wystawa wypadła bardzo dobrze, a dzięki niej poznałyśmy zupełnie nowych artystów. Jeden z nich – Franek Warzecha - bierze nawet udział w naszym aktualnym projekcie. Liczymy na to, że coraz częściej będzie nam się udawać współpraca na poziomie kuratorskim.

Czy zmiany w poznańskim światku artystycznym wpływają na funkcjonowanie FWD:?

M.A.: My tego specjalnie nie odczuwamy. Bardziej jako odbiorczynie cieszymy się, że są nowe miejsca do których możemy pójść na wernisaż, zobaczyć ciekawą wystawę niekoniecznie wyjeżdżając poza Poznań. Dobrze, że mamy tutaj coraz większy wybór i nawet czasami publiczność zaczyna się gubić w poznańskiej ofercie kulturalnej. Ostatnio wszedł do nas chłopak z zapytaniem, czy tutaj jest galeria SKALA, po usłyszeniu przeczącej odpowiedzi po prostu wyszedł nie spoglądając na naszą wystawę. Wniosek taki, że odbiorcy także mają bardzo konkretne wymagania.
E.M.: Pewnie, że od założenia galerii sporo się zmieniło, poznański świat artystyczny zaczął żyć i to nawet intensywnie, na przykład we wspomnianym Arsenale jest teraz tyle wystaw, że trudno nadążyć. Kulturalna pustka w czasie, kiedy zakładałyśmy FWD: motywowała nas, uparcie chciałyśmy naszą działalnością zmienić ten obraz. Nie chciałyśmy jednak go komentować w projektowanych ekspozycjach, dlatego teraz, kiedy sytuacja jest nieco inna, my nadal możemy działać po swojemu. Ilość wystaw w sobotę wieczorem na razie nie ma dla nas, jako kuratorek, znaczenia.

Ale naprawdę nie ma konkurencji między galeriami?

E.M.: Na razie nie czujemy na karku oddechu konkurencji. FWD: ma bardzo specyficzny, konceptualny profil, może dlatego na razie trudno porównywać nas z innymi propozycjami w Poznaniu. Zwykle kibicujemy innym inicjatywom, wydaje nam się, że starsze poznańskie galerie z ciekawością śledzą nasz profil.
M.A.: Fakt, że im więcej galerii, tym więcej wystaw i naprawdę trzeba się postarać, żeby publiczności chciało się nadal do nas przychodzić. Mimo to, na pewno nie konkurujemy z innymi inicjatywami, raczej motywujemy się ich działaniami. Powinniśmy potrafić się wspierać, choćby odwiedzając się wzajemnie na wernisażach. To bardzo miłe, że na nasze otwarcia wpadają często Agata i Carlos Rodriguez, Gosia Szaefer z galerii Tak, czy Przemek Sowiński z Łęctwa. Jest między nami pozytywna energia  i pewnie też dlatego zdecydowaliśmy się na wspólny projekt.
 
Tak, jak wspomnieliśmy, obchodzicie drugie urodziny, które świętujecie nową wystawą. Tyle tylko, że podczas „Frame me” to wy obdarowujecie gości FWD:...

E.M.: Faktycznie we FRAME ME publiczność jest ważnym czynnikiem. W dużej mierze to od aktywności naszych odbiorców zależy czy ekspozycja w ogóle powstanie, jaka będzie duża i co ostatecznie będzie przekazywać. W galerii mamy sytuację bardzo minimalistyczną – wszystkie prace znajdują się w internetowej aplikacji, która pozwala na robienie selfie. Goście galerii mogą sobie zrobić zdjęcie portretowe w ramce zaprojektowanej przez zaproszonych przez nas artystów. Powstałe selfie, jako pocztówki z galerii, są gotowe do wysłania na dowolny adres mailowy oraz do wiadomości artysty, który zaprojektował ramkę. Projekt nawiązuje do nazwy galerii, słowo forward w korespondencji mailowej oznacza wiadomość przesłaną dalej – tym razem przesyłają ją nasi odbiorcy. Oczywiście świetnie się przy tym bawią, niektóre z zaprojektowanych ramek są naprawdę szalone, kto widział, ten wie!

Co jeszcze w tym roku czeka odwiedzających FWD:?

M.A.: Oprócz aktualnej wystawy mamy zaplanowane jeszcze dwie do końca tego sezonu. Pierwsza z nich będzie ekspozycją prac pierwszej oficjalnie reprezentowanej przez FWD: artystki – Kasi Balickiej. Kolejna natomiast to od dłuższego czasu planowana razem z Piotrem Machą wystawa zbiorowa o niezmiennie bawiącym nas tytule.
E: Faktycznie tytuł-pytanie: „Dlaczego nie wysyłamy artystów na księżyc”, może początkowo bawić, a nasi stali odbiorcy przyzwyczajeni są pewnie do naszego specyficznego poczucia humoru. Jednak celem ekspozycji jest także refleksja na temat statusu zawodu i pozycji artysty w społeczeństwie. Wspólnie zastanowimy się czy mógłby on kiedyś razem z naukowcami i technikami brać udział w misjach kosmicznych i dlaczego do teraz tego nie robił. Temat może wydawać się abstrakcyjny, doprowadza on jednak do dosyć rzeczywistych wniosków.

Rozmawiał:
Kuba Wojtaszczyk
Zdjęcia: Mariusz Forecki

*Ewa Mrozikiewicz, artystka, animatorka działań, dziennikarka, kuratorka. Absolwentka Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Od 2013 roku pod nazwą Wyobraźnia Utrudnia Życie organizuje swój autorski program kuratorski złożony z wystaw, organizowanych spotkań, warsztatów i działań w przestrzeni miejskiej Poznania. Kuratorka w Centrum Sztuki Współczesnej przy Starym Rynku w Poznaniu.

Wybrane projekty kuratorskie: Awaria tez jest jakąś okazją w Collegium Maius, Niewidzialne Miasto w ramach Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej Miasto-Sztuka, Don`t Fix It w lokalu prywatnym w Poznaniu, oraz Work In Progress, Szklarnia w CSW przy Starym Rynku w Poznaniu.

**Maria Ancukiewicz, artystka, kuratorka, krytyczka. W 2015 obroniła dyplom magisterski w zakresie strategii kuratorskich i promocji kultury na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Jej praca teoretyczna: Aktywna publiczność w historii wystaw: próba monografii wygrała główną nagrodę w konkursie na najlepszą pracę teoretyczną UAP i zostanie wydana drukiem. Publikowała teksty w Magazynie Sztuki, a także w dwutygodniku Priv.

Kuratorka wystaw: Awaria tez jest jakąś okazją w Collegium Maius, Przyloty-Odloty w galerii Aula, Niewidzialne Miasto w ramach Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej Miasto-Sztuka, a także #naukaczytania w galerii Słodownia w Starym Browarze w Poznaniu w ramach współpracy z Fundacją Art Stations by Grażyna Kulczyk. W 2014 roku koordynowała Wystawę Końcoworoczną na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Jedna z organizatorów Festiwalu AK30.


komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

Krupa u podstaw

19
Poniedziałek
Luty 2018
Bettiny
Konrada
Mirosława
Luty, 2018
PnWtŚrCzPtSN
2930311234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627281234

poprzedni dzisiaj następny

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego