facebooktwitteryoutubesoundcloudrsskalendarzjęzyk polskijęzyk angielski

publikuj na facebooku wykop todrukuj« Schyliłem się po rękawicę

opublikowane przez: , z dnia 03.04.2017, 11:40

Wieloma czytelnikami ta powieść naprawdę wstrząsnęła, długo jej nie zapomną. Skrycie liczyłem na taki efekt. Zależało mi na tym, żeby pamięć ofiar Iwana Śleski trwała, bo to im się należy – opowiada Jacek Ostrowski, autor powieści "Ostatnia wizyta", opartej na prawdziwej historii zabójstwa płockiej lekarki. Ciała, zamordowanej pół wieku temu kobiety, nigdy nie odnaleziono.

Kuba Wojtaszczyk: Co Pana skłoniło do opowiedzenia historii porwania płockiej lekarki?

Jacek Ostrowski*: Właściwie były to dwa czynniki. Jakiś czas temu przeglądałem stare albumy rodzinne i na jednym z nich była moja mama i doktor Kamińska, późniejsza ofiara Iwana Śleski vel Zygmunta Bielaja. Obie panie znały się doskonale i to od czasów wojny, można by rzec – okupacyjna znajomość. Stefania Kamińska była pediatrą, leczyła mnie, jak i moich braci. To zdjęcie po pierwsze przypomniało mi całą sprawę, po drugie uświadomiłem sobie, że historia porwania doktor Kamińskiej jest jakaś urwana, nie ma zakończenia. Może ktoś powinien podjąć wyzwanie i w końcu po wielu latach dopisać zakończenie? Jeśli tak, to kto powinien podnieść rękawicę? Kto się lepiej do tego nadaje niż osoba znająca osobiście ofiarę? Osoba, która pamięta klimat tamtych czasów i ma doświadczenie pisarskie? Nie było wyjścia, schyliłem się po rękawicę.     

Stefania Kamińska nie jest jednak główną bohaterką „Ostatniej wizyty”…

- „Ostatnia wizyta” jest książką opartą na faktach, mało tego - jest opowieścią o niewyobrażalnej ludzkiej tragedii. Pierwowzorami postaci z książki byli ludzie z krwi i kości, oni nie są tworem wyobraźni pisarza i autor musi pamiętać, że ofiarom należy się szacunek. Postać doktor Krzemińskiej (w powieści) na pierwszy rzut oka nie jest postacią pierwszoplanową, ale proszę zwrócić uwagę, że - najważniejszą, powiem więcej – jest postacią kluczową. Dzięki takiemu zabiegowi mogłem pokazać gehennę uprowadzonej kobiety, nie odzierając jej z godności. Długo zastanawiałem się nad konstrukcją powieści i stwierdziłem, że taka konwencja będzie najbardziej uczciwa. Teraz już wiem, że postąpiłem słusznie.

Kim jest Zbigniew Pielach?

- Zbigniew Pielach to wypalony agent NKWD. Wszystko mu się wali, jest bankrutem, w każdej chwili grozi mu licytacja domu. Do tej pory jakoś sobie radził, w latach 40. grasował na podwarszawskich drogach i łupił podróżnych, a bywało, że zabił dla pieniędzy. Jest typowym zabójcą wielokrotnym, a prócz tego cynglem radzieckiego wywiadu. W latach 60. w jego życiu zaczyna się wszystko psuć. Coraz trudniej jest ukryć mroczną przeszłość, urzędnicy podejrzliwie sprawdzają papiery, więc Pielach decyduje się na woltę, porzuca dobrze płatną stabilną pracę redaktora i rozpoczyna hodowlę drobiu, która przynosi mu same straty.  Później bierze się za pieczarki, ale też z marnym skutkiem, na koniec próbuje chowu królików. Nie ma głowy do tego, jest stworzony do zabijania, a nie do grzebania się w ptasich odchodach, zgniłych grzybniach czy króliczych bobkach. Pętla długów zaciska się silnie na jego gardle i wtedy znów pojawiają się przyjaciele z KGB. Nie wyciągają do niego przyjaznej ręki, a wręcz przeciwnie. Mogą go jeszcze bardziej pogrążyć. 

Faktycznie trzyma miasto w garści czy tylko tak mu się wydaje?

- Pielach jest w ORMO od dawien dawna, przez wiele lat był redaktorem gazety, w mediach jest siła i on o tym dobrze wie. Dzięki sprytowi i cichemu poparciu NKWD udaje mu się wślizgnąć do konińskiej elity. Bawi się z komendantami, świetnie zna sekretarza PZPR, a jego tajemnicze powiązania z tajnymi służbami budzą powszechny lęk. W chwili, kiedy go poznajemy jego pozycja słabnie, choć i tak jest jeszcze bardzo mocna. Jest to spowodowane astronomicznymi długami, o których wiedzą już prawie wszyscy. Owszem, towarzysze mogą pomóc w ich prolongacie, ale nie uregulują jego zobowiązań. Musi sobie poradzić sam.

Pielach jest osobą bezwzględną. Tworząc tego bohatera, chciał pan zbadać granice zła? 

- Tworząc postać Pielacha w głównej mierze wzorowałem się na pierwowzorze. Oczywiście jest to szkielet postaci, ja dodałem mu wiele walorów prawie z piekła rodem. W aktach sądowych można znaleźć jedynie suche fakty, próżno by tam szukać opisów psychiki zbrodniarza, trudno znaleźć jego nocne koszmary i wiele innych odruchów nieraz drobnych, ale wielkich w wymowie. Pielach to była straszna postać, ale wydaje mi się, że do granic zła nie doszedłem. Na świecie dzieją się rzeczy dużo gorsze.

Zbigniew w młodości kochał Krzemińską, tylko przed nią czuł respekt. Myśli pan, że ubodło to jego męskość, dlatego tak bardzo się nad nią pastwi?

- Krzemińska w latach 40. była bardzo atrakcyjną kobietą i mogła zawrócić w głowie niejednemu mężczyźnie, a Pielach nie był obojętny na kobiece wdzięki. Trudno tu mówić o miłości, ale bardziej o fascynacji. To była kobieta z innego świata - wykształcona, elegancka, mówiąca piękną polszczyzną. On był mężczyzną ze wschodu, kaleczył polską mowę, nie miał ogłady, był bardzo szorstki w obyciu. Będąc człowiekiem inteligentnym widział dzielącą ich przepaść, poczuł się przy niej nikim, a to bardzo kłuło jego męską ambicję, paliło ją niczym rozżarzone żelazo. Kiedy po latach Krzemińska leżała u jego stóp bezbronna i cała umorusana w błocie, nie krył satysfakcji, ta sytuacja mile łechtała jego ego. Pielach był głównie bandziorem materialistą i większy wpływ na jego zachowanie w stosunku do Krzemińskiej miała stracona łada, niż poniżenie jego męskiej godności.   

W jednym z wywiadów powiedział pan, że lekarka to synonim dobra, a jej kat zła. Nie kusiło pana, aby dodać im kilka rys dla zrównoważenia psychologii?

- Tak w jedzeniu, jak i w życiu lubię wyraziste smaki. Ich łagodzenie wprowadza bylejakość, zmniejsza atrakcyjność. Zresztą nie miałem podstaw, żeby tak uczynić. Ten człowiek był zły do szpiku kości, a Krzemińska była osobą bardzo szlachetną. Dlaczego miałbym bestii dodać ludzkich odruchów, a ofierze je zabrać? To byłoby nie fair. Proszę pamiętać, że to jest powieść, której akcja jest bardzo mocno podparta faktami, a jak mówi jedno z powiedzeń – z faktami się nie dyskutuje.     

Pośrodku stoi Hanna, żona Pielacha. Jest współwinną, czy może tylko ofiarą męża?

- Prawda jest taka, że w tej książce wszyscy są ofiarami, Pielach jest ofiarą ciężkich czasów i systemu w jakim wyrósł, Krzemińska jest ofiarą Pielacha, a Hanna jest ofiarą Pielacha i swoich złych wyborów życiowych. Dobrze pan to ujął, ona stoi pośrodku, ale czy mogła znaleźć się w innym punkcie? Spokojna kobieta, katoliczka, dobra matka mieszka pod jednym dachem z potworem w ludzkiej skórze. Skoro już się tam znalazła, co mogła sensownego uczynić? Gdzie mogła się ukryć przed tak usytuowanym mężem, członkiem ORMO, agentem KGB? Jedynym takim miejscem były zaświaty i wybrała to rozwiązanie, ale to była nieudana próba. Targnięcie się na własne życie uznane jest przez kościół katolicki za wielki grzech. Kiedyś samobójców chowano poza terenem cmentarza, poza uświęconą ziemią. Mimo to Pielachowa, tak jak i jej pierwowzór, z premedytacją przedawkowuje lekarstwa. To był akt prawdziwej desperacji. To zdarzenie miało miejsce w styczniu 1970 roku, od niego rozpoczyna się moja opowieść, choć trudno tu mówić tylko o mojej opowieści, to jest nasza wspólna historia - narratora, doktor Krzemińskiej i mieszkańców tego „złego domu”.   

Ciała lekarki nigdy nie odnaleziono. Co się stało z pierwowzorem Pielacha?

- Pierwowzór Pielacha, czyli Iwan Ślesko vel Zygmunt Bielaj odsiedział co do dnia 18 lat w więzieniu. W 1989 roku opuścił zakład karny i do śmierci, do roku 1993 przebywał w domu pomocy społecznej nieopodal Konina. Przez te lata raczył współwięźniów różnymi wersjami pozbycia się ciała doktor Kamińskiej, ale żadna z nich nie została potwierdzona.

Autentyczność historii mocniej wpływa na czytelnika? Z jakimi opiniami się Pan spotkał?

- Z dużym zainteresowaniem obserwowałem reakcje czytelników. Tak, to prawda, że autentyczność historii ma odzwierciedlenie w odbiorze książki, zaś zapoznanie się z tą sprawą przed lekturą powieści dodatkowo bardzo pozytywnie wpływa na jej odbiór. Wieloma czytelnikami ta powieść naprawdę wstrząsnęła, długo jej nie zapomną. Skrycie liczyłem na taki efekt. Zależało mi na tym, żeby pamięć ofiar Iwana Śleski trwała, bo to im się należy.   

Rozmawiał: Kuba Wojtaszczyk

Zdjęcia: Materiały prasowe

*Jacek Ostrowski – pisarz i informatyk. Niespokojna dusza, człowiek o wielu pasjach, wielbiciel szybkich samochodów, hodowca psów pasterskich,  malarz amator, miłośnik dobrego filmu jak i muzyki. Książki sygnuje głównie swoim nazwiskiem, ale i pseudonimem - Jack Sharp.  Pisze od wielu lat, początkowo tylko do szuflady. Jego twórczość to utwory z pogranicza  powieści gotyckiej i fantastyki naukowej. Ostatnimi laty ukazały się między innymi „UT”, „Posiadłość w Portovenere”, „Transplantacja”, i „Tajemnice tumskiej góry”. Kocha nowe wyzwania, „ Mężczyzna z tatuażem” to powieść  sensacyjna, a „Ostatnia wizyta” to książka oparta na faktach, próba odtworzenia  okrutnej zbrodni sprzed lat.

 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

chmura tagów

#Jacek Ostrowski

Krupa u podstaw

19
Wtorek
Czerwiec 2018
Gerwazego
Protazego
Sylwii
Czerwiec, 2018
PnWtŚrCzPtSN
28293031123
45678910
11121314151617
18192021222324
2526272829301

poprzedni dzisiaj następny

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego