facebookg+twitteryoutubesoundcloudrsskalendarzjęzyk polskijęzyk angielski

publikuj na facebooku wykop todrukuj« Wyrwani ze swojego życia

opublikowane przez: Redakcja, z dnia 15.03.2017, 06:43

Podczas wolontariatu w obozie dla syryjskich uchodźców, przeżyłam coś traumatycznego. Stykałam się z osobami, które straciły wszystko. Nie mogłam udawać, że jest super i jesteśmy na tej samej pozycji. Nie mogłam też przeżywać ich smutku. Chciałam dać im namiastkę normalności – Agnieszka Szczepanek opowiada o życiu w Nea Kavala i inicjatywie "From Poznań with love".

Kuba Wojtaszczyk: Czym jest „From Poznań with love”?


Agnieszka Szczepanek*: To oddolna inicjatywa na rzecz pomocy syryjskim imigrantom, która skupia poznańskie aktywistki. „From Poznań with love” zostało zainicjowane przez Joannę Stankiewicz, która w listopadzie pojechała do północnej Grecji, do obozu Nea Kavala. Pojechała tam, by pracować wolontaryjnie w norweskiej organizacji „Drop in the ocean”. Po powrocie opowiedziała nam, jak wygląda sytuacja uchodźców i uchodźczyń i podobnie jak ona nie mogłyśmy pozostać obojętne. W związku z historią Joanny, na portalu polakpotrafi.pl zorganizowaliśmy zbiórkę pieniędzy na najpotrzebniejsze artykuły spożywcze dla mieszkanek i mieszkańców obozu Nea Kavala. To była pierwsza, najłatwiejsza rzecz, jaka przyszła nam do głowy.

Miałyście ogromne wsparcie!


- Zainteresowanie przeszło nasze najśmielsze oczekiwania; nie chodzi tylko o osoby, które wpłacały pieniądze, ale też o różne instytucje i osoby prywatne, fundujące nagrody dla donatorów. Zebrałyśmy prawie 27 tysięcy złotych. Po przewalutowaniu i opłatach administracyjnych miałyśmy 5 tyś. 915 euro. Nasze założenie było takie, że produkty kupimy na miejscu, w Grecji, aby wesprzeć lokalną gospodarkę, która jest w złej sytuacji. Zaskakujące jest to, jak bardzo Grecy, mieszkający w małych miejscowościach, są zaangażowani, aby pomóc uchodźcom. Mimo tego, że sami mają bardzo niewiele, to dzielą się tym, co posiadają.

No właśnie, sama pojechałaś na wolontariat do Nea Kavala. Co zastałaś?


- Sytuacja jest tragiczna. Obóz powstał na początku 2016 roku, wtedy mieszkało w nim ponad 4 tysiące osób. W listopadzie ich liczba sięgała 900. Natomiast pod koniec grudnia, kiedy ja tam przyjechałam z Asią, obóz zamieszkiwało ponad 600 uchodźców, wśród których zatrważających liczbę stanowią dzieci. W listopadzie, gdy była tam Asia Stankiewicz, przenoszono mieszkańców z namiotów do kontenerów. Obozowisko stworzono na płycie starego lotniska, czyli na ogromnej przestrzeni pozbawionej drzew. Jest tam tylko asfalt, kontenery i stanowiska NGO-sów, które pomagają na miejscu. Jedną z najbardziej dojmujących rzeczy są warunki pogodowe. Przetrwanie jesieni i zimy w Nea Kavala jest naprawdę wyzwaniem. Nie sądziłam, że kiedyś zaznam zimna. Silny wiatr sprawia tam największe problemy, bardzo często nie pozwala wyjść z kontenerów.

Pierwsze wrażenie?


- Grecka armia, która pilnuje obozu. Następne - szeregi szarych kontenerów i dzieci, które się z nich wyłaniają, gdy dopisuje pogoda. Podchodzą, próbują nawiązać kontakt. Ale widzisz też ludzi, tkwiących w tym miejscu, bo nie wiedzą, co dalej robić. Nie mają żadnych zajęć, prócz pomagania wolontariuszom. To naprawdę doświadczenie graniczne. Przewartościowujesz wszystko, co wiesz, jak żyjesz, jaki świat znałeś dotychczas, jak wygląda Europa, w której żyjesz. Mieszkałam kilkanaście kilometrów od obozu, a moje życie było zupełnie inne. Zdarzały się nawet takie absurdy, jak ten, że moja koleżanka mogła adoptować greckiego psa, uzyskać dla niego paszport i przewieźć przez granicę, ale żadna z nas nie mogła przetransportować do Polski nikogo z obozu. Nie mogłam nic im dać, prócz mojej pracy i wolnego czasu.

To jest jakieś poświęcenie.


- Tak, ale dla mnie najgorsze było pogodzenie się z tym, że posiadam alternatywę w postaci pracy wolontaryjnej przez osiem, dziesięć godzin i wracam do hotelu, do swojego świata. Mam też perspektywę powrotu do Polski, przyjaciół, do jakiejś rutyny. Mam wpływ na to, jak wygląda moje życie. W obozie poznałam ludzi, którzy zostali zupełnie wyrwani ze swojego życia i żyją jako uchodźcy czasem kilka już lat. Wszyscy mieszkańcy mają za sobą traumatyczne przeżycia. Samo przybycie do Europy było dla nich doświadczeniem granicznym; zostali do tego zmuszeni.

Poznałaś historie tych uchodźców?


- Historie są naprawdę niesamowite. Jedną z takich osób, którą udało mi się bliżej poznać, i z którą do tej pory mam kontakt, jest Syryjczyk Aburudi. Z wykształcenia technolog, w swoim rodzinnym mieście zajmował się projektowaniem i programowaniem maszyn, które wyszywały hafty na tkaninach. O swojej pracy opowiadał mi z pasją i zaangażowaniem. Najgorsze jest to, że dwa lata temu uciekł z Syrii do Turcji i już wtedy nie mógł wykonywać swoje zawodu, nie mógł też podjąć tam innej pracy. Przebywał w obozie przejściowym. W końcu, trzykrotnie, zmuszony był zapłacić mafii za przetransportowanie wraz z rodziną do Europy. To był ten moment, w którym zamykano granicę i utknęli w Grecji. Są tam ponad rok. Podjęcie decyzji o dalszym losie tych ludzi jest bardzo skomplikowane.

Możesz przybliżyć?


- Najpierw odbywają się dwa spotkania; podczas nich opowiada się swoją historię i z listy krajów wybiera ten, do którego ewentualnie dana osoba chce się wybrać. Ale tak naprawdę nikt nie wie, gdzie zostanie przeniesiony. Podobno jest tak, że cztery miesiące po tej drugiej rozmowie, rodzina powinna już znaleźć się w miejscu docelowym. Ale spotkałam w obozie takich ludzi, którzy po upływie czterech, sześciu miesięcy po takiej rozmowie, nadal tkwili w Nea Kavala. Dla mnie całe doświadczenie wolontariatu, poznanie historii Aburudiego i innych mieszkańców i mieszkanek obozu jest w pewnym sensie schizofreniczne.

Pod jakim względem?


- Przyjechałam z miejsca, w którym nigdy nic dla mnie nie stanowiło trudności. Bez problemu zdobyłam wykształcenie, pracę. Mam świetnych znajomych, jestem zdrowa. Nie mam właściwie żadnych problemów. Wychodząc z tego miejsca i wykazując się empatią, myślę sobie: mam tak wiele, chcę coś zrobić. Tam, podczas wolontariatu, przeżyłam coś bardzo dziwnego i poniekąd traumatycznego. Stykałam się z osobami, które straciły wszystko, do tego posługiwały się często słabym angielskim, więc ta komunikacja była utrudniona. Nie mogłam też, ot tak po prostu do nich podejść i zapytać o życiową historię, ale też nie mogłam udawać, że wszystko jest super i jesteśmy na tej samej pozycji. Wiadomo, że jesteśmy takimi samym ludźmi, ale niestety nie mieliśmy równych szans w życiu. Nie można traktować ich z góry, ale też w drugą stronę – nie mówić im, jacy to oni są biedni. Jednocześnie, gdy myślę o tym użalaniu się nad nimi, to dochodzę do wniosku, że to chodzi o mnie. A to nie o mnie powinno chodzić, tylko o nich. Nie można przeżywać ich smutku, trzeba skupić się na pomocy i docenieniu tego, co sami posiadamy. Wolontariusze, którzy przyjeżdżają do obozu, chcą dać uchodźcom namiastkę normalności.

Jak imigranci odbierają tę pomoc?


- Wszyscy uchodźcy i uchodźczynie, których poznałam w obozie, są niezwykle gościnni. Zarówno dzieci, jak i dorośli chcą się podzielić tym, co mają; są ogromnie wdzięczni za pracę wolontariuszy i doceniają to, że ludzie zjeżdżają do nich, aby pomóc - chociaż przez tydzień, dwa, a nawet kilkanaście miesięcy. Dzieci zapraszały nas do swoich kontenerów. Mówię kontenery, bo słowo „dom” nie funkcjonuje już w ich słowiku. U starszych dzieci, co prawda pojawiają się wspomnienia normalnego życia, ale one nie za bardzo już wierzą, że mają perspektywę powrotu do tego, co było kiedyś. Wchodząc do kontenerów nie można też zareagować tak, jak uczy nas tego nasza kultura, nie powiemy: co słychać? Jakie fajne macie mieszkanie? Jakie macie plany? Ci ludzie, póki co, nie mają planów. Są zdani na łaskę innych. Jedyne, co możemy zrobić, to sprawić, aby ta sytuacja stała się choć odrobinę mniej nienormalna. Moim sposobem było wypytywanie poznanych ludzi o najbardziej pozytywne wspomnienia z ich życia, chciałam, by mogli się tym podzielić, opowiedzieć za czym tęsknią. Nie mogłam powiedzieć Aburudiemu, że mam nadzieję, iż jeszcze kiedyś będzie mógł programować maszyny, bo przecież szanse na to są nikłe. W obozie poznałam też nauczycielki języka arabskiego i kurdyjskiego. Jaka jest szansa, że tam, gdzie pojadą, będą nadal się tym zajmować? Kiedyś dwunastoletnia dziewczynka zapytała mnie, dlaczego ludzie nienawidzą Syryjczyków...

Co jej odpowiedziałaś?


- Nie wiedziałam, co. Jak opowiedzieć jej, ten cały skomplikowany kontekst historyczno-polityczny, jak wytłumaczyć ten populistyczny klimat? To jest bardzo skomplikowane, tym bardziej, że w obozie jest internet. Uchodźcy doskonale zdają sobie sprawę z nastrojów panujących w Europie. Mają telefony komórkowe, bo to przecież naturalne, że gdy uciekasz, pierwszą rzeczą, którą bierzesz jest telefon, aby skontaktować się z rodziną. Dla nich, dla uchodźców, to przecież nie jest emigracja zarobkowa, z wielką chęcią wróciliby do Syrii, ale nie mają dokąd. Uciekli przed wojną, zostawiając często bardzo dobre i wygodne życie. A tu dostali kontener. To straszne i z naszej perspektywy niewyobrażalne.

Co możemy zrobić?


- Cały czas o tej sytuacji mówić, nagłaśniać ją, nie pozwalać, aby akcja pomocy uchodźcom była komentowana słowami: „o Boże, znowu o tym samym”. Nie możemy pozwolić na to, aby takie obozy istniały, podczas gdy my żyjemy wygodnie i udajemy, że uchodźców nie ma albo są bardzo daleko. Zamykamy granice przed ludźmi, którzy uciekli przed wojną. Historia się powtarza i Polacy też mogą znaleźć się w takiej samej sytuacji, jak Syryjczycy.

Z taką misją wróciłyście do Polski?


- Nie rezygnujemy z „From Poznań with love”. Tak naprawdę trudno jest wrócić z tego wolontariatu. Już w Polsce przez pewien czas towarzyszyło mi poczucie bezsensu, każda czynność wydawała mi się absurdalna. Mimo, że w Nea Kavala życie oparte jest na bardzo prostej pracy m.in. sortowaniu żywności i ubrań z darów, to widać, że ta praca ma ogromne znaczenie, jest komuś potrzebna. Pracuję w kulturze, organizuję wydarzenia, które mają na celu m.in. to, aby uchodźcy stali się częścią naszej kultury. Jednak będąc tam, w Grecji, miałam wrażenie, że robiłam o wiele ważniejsze rzeczy. Z drugiej strony nie chcę, aby takie miejsca istniały.

Jakie plany ma „From Poznań with love”?


- Możemy zorganizować kolejną zbiórkę pieniędzy, bo te zawsze są potrzebne, aby kupić najpotrzebniejsze artykuły. Zapewniłyśmy zapas suchych produktów do końca marca. Na szczęście są też inni darczyńcy, choć oni również mają ograniczone fundusze i pole manewru. Nie wiemy też, jak długo będzie istniał obóz w Nea Kavala. Stwierdziłyśmy, że ważniejsze jest nasze zaangażowanie tutaj, na miejscu. Zamierzamy organizować spotkania informacyjne i edukacyjne m.in. w szkołach, klubach seniora, aby rozmawiać z ludźmi o tym, jak faktycznie wygląda sytuacja w obozach dla uchodźców. Jesteśmy przekonane, że relacja osób, które były tam na wolontariacie, opowiadających o swoim doświadczeniu, o tym, jak działają NGO-sy, jak wygląda życie imigrantów i jacy są, może naprawdę wiele zmienić. Niestety, dominująca, negatywna, populistyczna, narracja sprawia, że kończy nam się cierpliwość. Będziemy jednak odpowiadać nawet na najprostsze pytania, bo wynikają one z niewiedzy, z tego, że ludzie nie mają komu i gdzie zadać tych pytań. Największą barierą jest brak chęci do wysłuchania odpowiedzi. Dla mnie sukcesem będzie, jeśli choć jedna osoba wyjdzie po takim spotkaniu zaciekawiona, przemyśli i zweryfikuje to, w jaki sposób myśli.

Uleczycie tę sytuację?


- Myślę, że tylko obywatele mogą wywrzeć nacisk na rząd, aby otworzył granice państwa. Nie zmienimy świata, ale w rozmowie i edukowaniu jest siła, która może mieć wpływ na jednostki. Na tym chcemy skupić swoje działania.

Rozmawiał: Kuba Wojtaszczyk
Zdjęcie: Mariusz Forecki

*Agnieszka Szczepanek – absolwentka filologii polskiej i gender studies,  pracuje w Estradzie Poznańskiej, gdzie zajmuje się promocją takich festiwali, jak Animator, Made in Chicago, czy Poznań Baroque. Na przełomie grudnia 2016 i stycznia 2017 była w obozie  Nea Kavala, gdzie pracowała jako wolontariuszka dla norweskiej organizacji Drop in the Ocean. Działa w „From Poznań with Love”.

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

Ogromy szacunek dla takich ludzi!

dodany przez Por. Borewicz, dnia 22.03.2017, 10:40:37

Krupa u podstaw

22
Sobota
Lipiec 2017
Magdaleny
Mileny
Wawrzyńca
Lipiec, 2017
PnWtŚrCzPtSN
262728293012
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31123456

poprzedni dzisiaj następny

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2017 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego