[27.10.2016, 09:45:28] Eksperymentalny Kalisz

Kalisz Ambient Festiwal jest jedną z ważniejszych i lepszych imprez w kraju. Z roku na rok impreza się rozrasta. Od dwóch lat mamy status festiwalu międzynarodowego. Cieszy mnie, że co roku spotykam się z osobami, które od pierwszej edycji przyjeżdżają do Kalisza – mówi Przemek Rychlik, kaliski muzyk i twórca eksperymentalny, dyrektor artystyczny festiwalu.







Adam Olaf Gibowski: Ambient w Kaliszu, brzmi dość zaskakująco. Skąd pomysł na tego rodzaju festiwal?



Przemek Rychlik*: Pięć lat temu powołałem do życia Kalisz Ambient Festiwal, ponieważ było duże zapotrzebowanie na imprezę, która będzie poświęcona muzyce alternatywnej i eksperymentalnej. Przedtem pojawiały się w Kaliszu jakieś inicjatywy, ale miały charakter raczej okazjonalny i nieregularny. Chciałem stworzyć festiwal, przyciągający twórców ambientu, którzy często nie mają możliwości prezentowania swojej twórczości.



Można powiedzieć, że Kalisz muzyką alternatywną stoi?



- To za dużo powiedziane, ale mamy naprawdę wielu muzyków, którzy tworzą ambient. Są wśród muzycy doświadczeni oraz amatorzy, wszystkich łączy pasja do muzyki alternatywnej, lubią bawić się dźwiękiem i całkiem dobrze im to wychodzi.



Muzyka alternatywna to bardzo pojemny termin, worek skojarzeń do którego można sporo wrzucić. Jakie nurty alternatywnych brzmień są bliskie kaliskim muzykom?



- Dobre pytanie. Wśród naszych twórców jest spore zróżnicowane i tak mamy do czynienia z triphop, undergrandowe techno, a także ambient, który jest naszemu festiwalowi szczególnie bliski. W tym ostatnim przypadku mamy do czynienia z różnymi ambientu: electroambient, darkambient, spaceambient oraz lightambient. Jest tego cała masa.



Czym jest sam ambient?



- Najogólniej można powiedzieć, że jest to muzyka tła. Klimatyczna, pozbawiona rytmu, ściśle określonych wysokości dźwięku. Muzyka z jednej strony uspokajająca, z drugiej melancholijna, nieco nostalgiczna. W ambiencie bardziej bawimy się komponowaniem plam dźwiękowych, ważna w tym jest barwa, nie linia melodyczna, która właściwie nie istnieje.



Kiedy zrodził się ten gatunek?



- Ogólnie narodziny ambientu datujemy na lata 70. ubiegłego wieku, kluczowym dla tego gatunku jest twórczość angielskiego kompozytora Briana Eno, który jako pierwszy zaczął używać określenia ambient. Bardzo szybko ambient trafił do Polski. Do pierwszych twórców gatunku należał zespół Osjan.



Jak na tle innych festiwali muzyki alternatywnej wypada Kalisz Ambient Festiwal?



- Nieskromnie powiem, że jest jedną z ważniejszych i lepszych imprez w kraju. Z roku na rok nasza impreza się rozrasta. Od dwóch lat mamy status festiwalu międzynarodowego. Cieszy mnie, że co roku spotykam się z osobami, które od pierwszej edycji przyjeżdżają do Kalisza. Mamy przyjaciół z Wrocławia, Kalisza, Olsztyna i wielu innych miast. Najpiękniejsze jest to, że spotykam ojców, którzy przychodzą z dziećmi, bo chcą im zaszczepić miłość do muzyki eksperymentalnej. To bardzo miłe uczucie.



Jak będzie wyglądał festiwal w tym roku?



- Po raz pierwszy festiwal będzie odbywał się w kaliskim Centrum Kultury i Sztuki. Na koncertach wystąpi 12 zespołów. Zagra m.in. czeski duet Aghiatrias, w którym występują Vladimir Hirsch i Tom Saivon. Muzyka Aghiatrias oscyluje wokół klimatów muzyki klasycznej, połączonej z dark ambientem i industrialem. Zadebiutowali w 2000 roku albumem Field Mass, w którym wykorzystali klasyczne liturgiczne elementy. Na kolejnych albumach rozwijali sukcesywnie swój styl, który wzbogacili o elementy ciężkiej muzyki industrialnej oraz mroczne dark ambientowe pasaże.



A inni goście z zagranicy?



- Na festiwalu zaprezentuje swoją muzykę Stefano Musso z Włoch. muzyk, który zaczynał swoją przygodę na scenie eksperymentalnej w późnych latach 80. w Mediolanie.

Dziś uznawany jest za legendę muzyki eksperymentalnej i ambientu. Muzykę Stefano Musso można określić jako bardzo przestrzenny, eksperymentalny ambient, połączony z wieloma elektro-akustycznymi elementami.



Jakich polskich twórców usłyszymy?



- Wystąpi zespół Agressiva. Prekursorzy i najbardziej rozpoznawalny w Polsce zespół rockowo industrialny. Zadebiutowali albumem „Deus Ex Machina”, wydanym w 1992 roku przez SPV Poland, w 2005 roku wydali albumu “In”, uznawany za najlepszy jak do tej pory album Agressivy. W styczniu tego roku zespół wydał kolejne, wyjątkowe wydawnictwo „UMMMET”, będące artystyczną wizją tak ambientowej, jak i industrialnej muzyki. Agressiva 69 pozostaje jedyną w Polsce grupą grającą tego rodzaju muzykę. Ponadto zagrają kaliscy artyści. Ciekawy koncert zagra Jakub S. Jego muzykę cechuje bezkompromisowość, repetytywność, nietakt. W formie elementu wizualnego muzyk zaprezentuje swój autorski film pt. Achromatopsja.

Zaprezentuję także własny program autorski, który łączący w sobie wiele okołoambientowych gatunków muzycznych. W 2013 roku wydałem dla wytwórni Zoharum album „The Zone of Silence”, będący jak dotąd najlepszym albumem w mojej dyskografii, przez fachową prasę muzyczną uznany za najmroczniejsza płytę 2013 roku.



Rozmawiał: Nowa Melpomena

Front foto: archiwum Przemka Rychlika





*Przemek Rychlik- kaliski muzyk, twórca eksperymentalny, manager muzyczny i nauczyciel gry na gitarze. Dyrektor artystyczny Kalisz Ambient Festiwal

[czytaj więcej i komentuj]

[20.07.2016, 15:21:40] Niełatwe partytury Meyera

Płyta "Krzysztof Meyer. Instrumental music" zawiera nagrania z różnych okresów twórczości kompozytora. Nagrania dokonały trzy artystki z Poznańskiego Tria Fortepianowgo. Uderza wysokim poziom artystystyczny instrumentalistek, których gra łączy znakomitą technikę z wielką wrażliwością na wszelkie niuanse, niełatwych partytur Meyera.



Płytę otwiera Canzona Op.56 na wiolonczelę i fortepian. Początek utworu stanowi krótka intorodukcja wiolonczeli, oparta głównie o niskie rejestry, z wyraźnie zarysowaną linią melodyczną. Druga część grana przez wiolonczelę i fortepian początkowo unisono, przeradza się w swoisty dialog między dwoma głosami instrumentów. To część wielu kontrastów. Wioloczeli pełnej wysokich dźwięków, ostro artykułowanych, odpowiada fortepian w niskim i posępnym rejestrze. Canzona op. 56 Krzysztofa Meyera jest przede wszystkim utworem, który ilustruje bogate możliwości brzmieniowe wiolonczeli. Natomiast partia fortepianu ma za zadanie uwydatnić te walory. To muzyka pełna pięknych fraz, inkrustowanych bogactwem melodii. Choć utwór Meyera nie posiada żadnego programu pozamuzycznego, słychać w nim zapowiedź wielkiej i dramatycznej VI Symfonii, która powstała rok później.

Najmłodsza kompozycja, zarejestrowana na płycie, pochodzi z roku 2010 - Imaginary variations, op.114 na skrzypce i fortepian. Utwór został napisany w oparciu o formę wariacji, w istocie jednak, co z resztą sugeruje sam tytuł, nie mamy do czynienia z wariacjami w sensie tradycyjnym. Meyer niejako postanowił zabawić się z odbiorcą. Imaginary variations to cykl kilkunastu mniejszych części, między którymi zachodzą częściowe podobieństwa, w istocie rzeczy trudno mówić tu o wyraźnych przeobrażeniach następujących kolejno po sobie części. Podobnie, jak w przypadku Canzony op. 56 trudno określić partię fortepianu jako wiodącą, na plan pierwszy zdecydowanie kompozytor wysunął głos skrzypiec, który można określić jako dominujący. Partia skrzypcowa została napisana wręcz wirtuozowsko, pełno tu skomplikowanych przebiegów interwałowych, granych najczęściej w szybkich tempach. Z niekłamanym zachwytem można mówić o grze Anny Ziółkowskiej, która nie tylko znakomicie poradziła sobie z niełatwą muzyką Meyera, ale także wykrzesała spod smyczka gorące iskry muzycznych emocji.

Bardzo ciekawym doświadczeniem dla odbiorcy jest trzeci w kolejności utwór, zarejestrowany na płycie - Moment musical na wiolonczelę solo. Dzieło pochodzi z roku 1976, ze stosunkowo wczesnego etapu twórczości Krzysztofa Meyera. To dzieło w pełni awangardowe, o oryginalnej i niestandardowej harmonice, jednocześnie bez ustalonego metrum. Aby odkryć właściwy kształ piękna tej muzyki, należy posiadać dwie umiejętności. Przede wszystkim - wielką wyobraźnię muzyczną oraz - wysokiej próby technikę. Wykonująca utwór Monika Baranowska nie tylko spełnia wyżej wymienione warunki, ale potrafiła też opowiedzieć własną historię, w ciekawy i emocjonalny sposób.

Płytę wieńczy nagranie Tria fortepianowego op.50, które zostało napisane w roku 1980. Jest to jedno z największych, pod względem rozmiarów, dzieł w twórczości kameralnej Krzysztofa Meyera. Utwór odznacza się bardzo logiczną strukturą, napędzaną przez wyrazistą motorykę. W gąszczu kompozytorskich rozwiązań i zastosowanych technik, niezmiennie odnajdujemy w muzyce Meyera ład, który prowadzi nas jasną ścieżką przez pięć części Tria. To nie jedyny walor tego utworu. Trio op. 50 jest również prawdziwym sprawdzianem umiejętności technicznych każdego z instrumentalistów (skrzypce, wiolonczela i fortepian), a także umiejętności wspólnego muzykowania i wzajemnego słuchania. Tym, co najbardziej zachwyca w interpretacji dzieła Meyera, dokonanej przez Poznańskie Trio Fortepianowe, jest ogromna czułość na uzyskanie właściwego nastroju, poprzez znakomite wczucie dramaturgi.

Płyta “Krzysztof Meyer. Instrumental music” ukazała się na początku 2016 roku. Dzięki temu, że znalazły się na niej utwory, pochodzące z różnych okresów twórczości kompozytora, stanowi cenne źródło informacji o przemianach języka muzycznego, którym operuje Krzysztof Meyer. Należy podkreślić wysoki poziom artystystyczny trzech poznańskich instrumentalistek, których gra łączy w sobie znakomitą technikę z wielką wrażliwością na wszelkie niuanse niełatwych partytur Meyera.


Autor: Nowa Melpomena
Front foto: Naxos

[czytaj więcej i komentuj]

[11.07.2016, 16:50:55] Muzyka, której słucha się obsesyjnie



Dariusz Przybylski to niewątpliwie jeden z najzdolniejszych kompozytorów młodego pokolenia. Na swoim koncie ma ok.sto opusów i 26 płyt. Na najnowszej znalazły się cztery utwory z lat 2010-2015. Najbardziej zachwycił mnie Koncert wiolonczelowy z 2013 roku. To prawdziwy popis kompozytorskiego talentu, wyobraźni i erudycji muzycznej.

Płyta, pochodzącego z Konina kompozytora, nosi tytuł "Dariusz Przybylski Musica in forma di rosa", a wspólnym mianownikiem wszystkich utworów, które się na niej znalazły, jest rozbudowana forma symfoniczna oraz wykonawca - Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia. Album ukazał się na początku czerwca.

Pierwszy utwór, zarejestrowany na płycie, to Musica in forma di rossa. Omaggio a Pasolini. Podtytuł w pierwszej chwili może sugerować, że kompozytor pragnie poprzez muzykę nawiązać do dzieł filmowych genialnego Włocha. Nic bardziej mylnego. Przybylski postanowił sięgnąć do twórczości literackiej Piera Paolo Pasoliniego, a dokładnie do tomu poetyckiego Poesia in forma di rossa. Utwór Dariusza Przybylskiego stanowi szereg wariacji motywicznych, które przewijają się nieustannie nie tylko przez solową partię skrzypiec, ale i całą orkiestrę, wariacyjność jest szczególnie widoczna w partiach perkusyjnych. Dyspozycja instrumentacji mogłaby wskazywać na formę koncertu solowego z towarzyszeniem orkiestry, jednak kiedy przyjrzymy się uważniej strukturze dzieła, dostrzegamy wyraźne nawiązania do barokowej formy passacaglia. Musica in forma di rossa odznacza się niezwykłym powabem, przez ponad 10 minut słuchamy muzyki o wyrafinowanej strukturze i bardzo ciekawej harmonii. Odczuwam jednak pewien niedosyt, związany z wykorzystaniem skrzypiec w tym utworze. Odnoszę nieodparte wrażenie, że gdyby partia solowa została silniej wyeksponowana, w sposób bardziej dominujący nad orkiestrą, dzieło poświęcone Pasoliniemu mogłoby zyskać jeszcze ciekawszy kształt.

Wielkim atutem tego nagrania, dokonanego w końcu listopada 2015 roku, jest kreacja orkiestry pod batutą Pawła Kotli. Artysta jest dyrygentem niezwykle czułym na magię drobnych szczegółów i niuansów, które często stanowią sól muzyki Dariusza Przybylskiego. Świadczy o tym także fakt, że dyrygent mając na uwadze szczegóły, nie traci z oczu horyzontu, wyznaczonego przez ogólny rys struktury utworu.

Jeżeli miałbym wskazać, który utwór na płycie najbardziej mnie zachwyca, bez wahania wskażę drugą pozycję, czyli Koncert wiolonczelowy z 2013 roku. To prawdziwy popis kompozytorskiego talentu, wyobraźni i erudycji muzycznej, mnogość rozwiązań, wykorzystanych technik kompozytorskich. Pozorny eklektyzm przeradza się w dokładnie przemyślaną i spójną formę muzycznej wypowiedzi. Znakomite wyczucie polifonii, połączone z zaskakującą i oryginalną instrumentacją, wprawia słuchacza w największy zachwyt. To muzyka, której słucha się obsesyjnie, a każdy odsłuch potęguje apetyt na kolejny. Warto podkreślić wspaniałą pracę, którą wykonał Michał Klauza, kierujący katowicką NOSPR. Dyscyplina, jaką narzucił przyniosła znakomite wyniki. Nie jest to łatwa muzyka, a każda pomyłka może spowodować brzydki kształt frazy, czy bałagan rytmiczny. Na szczęście nic podobnego się tu nie wydarzyło.

Bardzo ciekawie jawi się utwór …denn ich steure mit meinen Genossen über das dunke Meer zu unverständlichen Völkern…, który jest w istocie koncertem na akordeon i orkiestrę symfoniczną. To muzyka wyraźnie ilustracyjna, nawiązująca do I Pieśni Odysei w tłumaczeniu na język niemiecki. Po polsku cytat z Homera brzmi " z moją liczną osadą do niezrozumiałych ludów ciemnym morzem płynę…". Kompozytor, zainspirowany starogreckim dziełem, postanowił stworzyć muzyczną wizję podróży morskiej. Posługując się hermeneutyczną wyobraźnią, w akordeonie możemy dostrzec statek, a w orkiestrze wielkie morze, raz spokojne i łagodne, raz - spienione, opętane szalejącym sztormem. Dla mnie jest to przede wszystkim szeroka panorama, na tle której widzimy rozmaite możliwości akordeonu, a przy tym dostrzegamy szeroki wachlarz technik kompozytorskich. Nagranie jest wielkim sukcesem akordeonisty Macieja Frąckiewicza, który prezentuje z jednej strony znakomity warsztat instrumentalisty, z drugiej znakomicie wyczuwa dramaturgię muzyki Przybylskiego.

Ostatni utwór na najnowszej płycie to Katabasis. Nawiązanie do starego toposu literatury europejskiej jest próbą zmierzenia się kompozytora z niełatwą i wyczerpująca podrożą w zaświaty. Warto podkreślić, że jest to próba udana i bardzo interesująca. Przybylski stworzył bardzo wyrazistą formę i stosunkowo jednorodną pod względem wyrazowym, co nie jest wcale charakterystyczne dla języka muzycznego kompozytora. Niemniej, dostaliśmy utwór trzymający w napięciu, świadectwo wielkiej wyobraźni muzycznej. To muzyka głęboko transcendentalna, która nie pozwala słuchaczowi na stan zobojętnienia. W wykonaniu utworu brali udział uczniowie katowickich szkół muzycznych, pod dyrekcją Szymona Bywalca, co przyjąłem z niemałym zdziwieniem, bo jest żywe, pozbawione schematyczności, stojące na wysokim poziomie.

Język muzyczny Dariusza Przybylskiego dynamicznie się rozwija, co można zauważyć porównując ostatni, najpóźniejszy utwór na płycie z pierwszym . Różnice są wyraźne, choć zawsze łatwo dostrzeżemy indywidualne akcenty, właściwe dla twórczości kompozytora.

Autor: Nowa Melpomena

Zdjęcie: Wydawnictwo płytowe DUX

[czytaj więcej i komentuj]

Tytułem wprowadzenia...

O muzyce, ale nie tylko. Sylwetki, wywiady, prezentacje. Bo muzyka łagodzi obyczaje.

Ostatnie komentarze

brak komentarzy

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2017 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego