wybrano wpisy z okresu: Styczeń 2016 r.

[26.01.2016, 21:53:46] Wielkopolska na wypasie w Berlinie

Wszyscy wiedzą, że aby Cię doceniono trzeba się odpowiednio pokazać, przedstawić to co umiesz i robić potrafisz. Wielkopolanie umieją się sprzedać i zaprezentować z odpowiedniej strony. Jak co roku styczeń startuje w Nowy Rok jedną z największych imprez kulinarnych na świecie. W Berlinie, w Centrum Targowym odbywa się bowiem Gruene Woche, tłumacząc na nasze Zielony Tydzień. Tak na marginesie to wcale to tydzień nie jest, albowiem wszystko zaczyna się w piątek 15 a kończy 24 tego miesiąca. Łatwo więc na palcach policzyć, że nie jest to siedem dni. No ale nie zwracając uwagi na szczegóły jesteśmy tam i to porządnie reprezentowani. Wszystko to dzięki Wielkopolskiemu Kulinarnemu Dziedzictwu, a pośrednio miłościwie nam panującemu Marszałkowi, który projekt ten kreuje i dzielnie wspiera.



W halach pogubić by się można, feeria kolorów, barw i smaków działa na wszystkie możliwe zmysły. Zjeżdża się tam cały świat i to nie patrząc na to co wyrabiają terroryści spod znaku półksiężyca. Alejkami przez cały okres trwania imprezy maszerują stłoczeni, ramię przy ramieniu goście próbując, smakując nadziewanych na wykałaczki smakołyków, wypijając setki tysięcy kubeczków różnorakich napojów, w tym tych z procentami, ale nikogo zachowującego się niegodnie tam nie spotkacie. No to teraz słów kilka o tych, którzy tam Wielkopolskę godnie reprezentowali. Swój zestaw produktów przywiozła Spółdzielnia Mleczarska w Kole.



Były więc twarożki, masło, maślanki różnorakie, czyste i z owocami, sery białe tłuste, półtłuste i chude. Sąsiedzi zza Odry zajadali się tymi dobrociami z przysłowiowymi trzęsącymi się uszami. Obok stało bogate stoisko Tradycyjnego Jadła z kiełbasianym dobrem.



Wszystko wykonane zgodnie z zasadami sztuki, według starodawnych receptur. Kije uginały się od wędzonek, wyrobów suszonych naturalnie, były również pyszne paróweczki, kiełbaski pieprzowe. Same pyszności, toteż nic dziwnego, że wracano do Poznania z pustymi skrzyniami.

Największą jednak atrakcję zgotowała wroniecka restauracja „Ratuszowa”. Na oczach zwiedzających w tempie błyskawicznym powstawały setki pierożków nadziewanych serem z ziemniakami, szpinakiem, mięsem drobiowo, wieprzowo, wołowym, wrzucane do wrzątku wypływały nieprzerwanym strumieniem na talerze.



Obok zaś stała lada z tradycyjnymi lodami „Miś”. Włoskie specjały przy naszych, wielkopolskich wymiękały od razu. Sprzedawczyni nie nadążała z nakładaniem porcji kipiących z rożków.

Dalej prezentowała się reprezentacja poznańskiego , czyli rynku produktów ekologicznych i tradycyjnych odbywającego się w każdą sobotę na Rynku Bernardyńskiego. Rafał Dendek z NaturplonuZielonego Targu, czyli najdłużej funkcjonującego gospodarstwa w Wielkopolsce pokazał soki z malin i czarnej porzeczki tłoczone na zimno, obok tego kiszoną kapustę i takież ogórki.





Znikał słoik za słoikiem a goście się dziwili, że do tej pory mogli jeść takie erzatze dostępne w ichniejszych sklepach. Całość stoiska zamykał Wasz gawędziarz ze swoimi, kozimi serami.





Miałem kilka razy niesamowitą satysfakcję. Przychodzili Francuzi i przynosili mi do wymiany swoje kiełbasy byle tylko popróbować moich pysznotek, przyszli Włosi wykrzykując, że mój roczny ser w niczym nie ustępuje kalabryjskiej gorgonzoli i że należy go jeść z miodem lub słodkim winem. Było, minęło, ale było fajnie, mimo że taki maraton był bardzo męczący, liczymy, że Szanowny Marszałek w przyszłym roku znowu umożliwi mieszkańcom Świata poznanie wielkopolskich smakołyków.

Marek Grądzki

zdjęcia: Żona

PS

i jeszcze kilka migawek:

Kuba:





Francja:



Maroko:



Holandia:



Włochy:



Szwajcaria:

[czytaj więcej i komentuj]

[20.01.2016, 10:38:18] Pieróg zamiast pizzy





Niby mówi się coraz częściej o tym, że rodzima, tradycyjna kuchnia, czyli nasza regionalna, wraca na salony. Może i to prawda ale chyba nie tak do końca. Wystarczy popatrzeć sobie na kulinarne upodobania młodego pokolenia. Niestety zostało wciągnięte w wyścig szczurów, by gonić bez przerwy za ułudnym Edenem. Tak jak w tej powiastce o siedzącym nad brzegiem rzeki człowieku, który bardzo drażnił milionera. Dlaczego nic nie robisz, przecież gdybyś pracował miałbyś tyle rzeczy, a jak zarobiłbyś tyle co ja mógłbyś nic nie robić! No przecież właśnie to robię - odpowiada siedzący. Powoli gubimy życiowe cele podporządkowując je złotemu cielcowi. W jakże szybkim tempie następuje rozpad podstawowych komórek społecznych, czyli rodziny.



Właśnie jednym z przejawów wspólnoty było siadanie przy jednym stole i celebrowanie posiłków. Teraz jest to zamówiona telefonicznie pizza, kebab czy inne danie, które wchodzi do kanonu kuchni zarobionego Polaka. Nie dość tego, jeszcze wciąga się toto szybko nie patrząc co się je, jak się je, nie przeżuwając kęsów. Nie dziwota, że choroby przewodu pokarmowego stają się przypadłością cywilizacyjną. Koncerny farmaceutyczne zacierają tłuste łapki węsząc zwiększające się co roku zyski. Dzisiejsze zboża nijak się mają do tych ziaren, które zbierali nasi dziadowie. Stąd też alergie mnożące się jak myszy w spichlerzu gdzie kota nie ma. Byle więcej zebrać z hektara, potem walnąć chemią by żaden chwast nie urósł, przedtem sypnąć pod korzeń, prysnąć przeciw grzybom, jeszcze raz nawieźć NPK-iem, potem wysłać opryskiwacz na pole żeby skrócić źdźbło bo inaczej wylegnie nie mogąc udźwignąć kłosa, na koniec zaś zdesekować żeby równomiernie wyschło i straty były jak najmniejsze. Śliczne prawda? A wiem co piszę bom rolnik i na ziemi siedzę. Wszystkie te chemiczne dodatki kumulują się w produkcie ostatecznym, który potem trafia na Twój Szanowny Czytelniku stół. Jak się nie opamiętamy to żadna wojna nie będzie nam potrzebna by zgodnie z teorią Malthusa zmniejszyć populację, sami wyprawimy się na tamten, podobno lepszy świat. Gdyby jednak chcieć jakże łatwo można temu zapobiec. Wystarczy się dobrze odżywiać, nie marnować Darów Bożych, wtedy się okaże, że jedzenie nie jest wcale takie drogie jak nam się wydawało. Przecież wystarczy tym narzekającym na drożyznę pokazać zawartość śmietników na dużych osiedlach. Włos się na głowie jeży!



A przecież zamiast pizzy można zrobić pieroga. Tak, tak to bardzo proste. Rozwałkowujemy ciasto zrobione tylko z mąki, wody i soli do smaku. Po wyrobieniu odstawiamy je na pół godziny by odpoczęło, potem znowu wyrabiamy by je napowietrzyć i wałkujemy, tak jak umiemy, wcale nie musi być cieniutkie jak papier. Wykrawamy dwa prostokąty i na jedną stronę kładziemy wszystko to co nam zbywa w lodówce. Zostały pomidory, dobrze, resztki kiełbasy, czy szynki jeszcze lepiej, jest ogórek, może być. Jak chcemy poszaleć możemy dodać mielonego mięsa.



Wszystko to doprawiamy zgodnie z wymogami naszych kubków smakowych, następnie rozbijamy jedno jajko i nim właśnie dokonujemy sklejenia brzegów ciasta, którym nakrywamy wszystkie te dobroci. Dwie takie wypchane kieszenie mieszczą się na kuchenkowej blasze, którą wkładamy do piekarnika nastawionego na 170 stopni.



Teraz wystarczy poczekać dwadzieścia minut i same pyszności mamy gotowe. Do tego możemy wydać zrobiony według własnej fantazji sos i już żadna pizza czy inny kebab nie będą nam smakować. Na koniec dodam, że cała ta zabawa z przygotowaniem posiłku potrwa tyle samo czasu co wykonanie telefonu i oczekiwanie na przyjazd chłamżarcia, a i porozmawiać sobie można w międzyczasie, wspólnie spędzić czas co poprawi Twoje domowe stosunki, bo przecież do tej pory nie miałeś na to czasu.

Marek Grądzki

zdjęcia: Żona

[czytaj więcej i komentuj]

[13.01.2016, 10:55:17] Kąski wprost do gęby





Niestety parszywieje nam ten świat i to w nadspodziewanie szybkim tempie. Kultura musi wrócić do podstaw. Musimy przekonać młode pokolenie, że istnieje coś takiego jak teatralna sztuka, film niekonieczne oparty na komiksach, przede wszystkim zaś książka, że nie ma nic milszego niż wieczór z kubkiem dobrej herbaty i papierowym szelestem przewracanych kartek. W gastronomii jest tak samo. Też gorszy pieniądz wypiera lepszy. Lepiąca od przegrzanego tłuszczu reklama udowadnia nam, że pszenna buła, biała jak śnieg zamulająca nam kiszki, nafaszerowana mielonym kotletem z mięsa niewiadomego pochodzenia, a w celu obniżenia kosztów MOM się tam z pewnością trafi. Tym, którzy nie wiedzą o czym piszę wyjaśniam – mięso odkostniane mechanicznie. W tym odpadzie jest wszystko, żyły, ścięgna i wszelakie inne badziewie. Rzeczywiście gdyby się tym żywić to już lepiej przejść na wegetarianizm.



Nie przeraża szarego konsumenta wygląd nowojorskiej ulicy, po której toczą się beki tłuszczu wypasione na fast foodowym chłamie. Ciamka taka jedna z drugą Big coś tam, popijając wysokosłodzonym napojem z bąbelkami. W tymże i nie tylko zresztą w pełnym nadmiarze syrop fruktozowy z kukurydzy. Nasz ogłupiony organizm myląc go z wartościowymi składnikami pożywienia odkłada go na zapas, na gorsze dni. Tenże zapas wylewa się w fali wielkiej z obcisłych leginsów i przykrótkawych t-shirtów. Wiem, że rysuję obraz apokaliptyczny, ale wcale nie jest on taki odległy od rzeczywistości. Wystarczy porozmawiać z nauczycielami z podstawówek na temat przyzwyczajeń żywieniowych naszych milusińskich. Przecież to zgroza bierze. Taki jeden z drugim chipsa zrobionego z jabłka do ust nie weźmie, natomiast całą zawartość cynfoliowej torby na jednej przerwie wciągnie bez zmrużenia powiek. Tak więc te ponure obrazki zza oceanu szybko mogą stać się naszą rzeczywistością.

Teraz pytam się gdzie leży przyczyna tego stanu rzeczy. Ano wchodząc w ten nowy, niby lepszy świat pełen kolorowych zabawek i przynęt zatraciliśmy nasz system wartości. Pytam się ja – ile jest obecnie domów gdzie funkcjonuje wielopokoleniowa rodzina? Gdzie jest wychowująca mnie moja ukochana babcia Adelcia, która uczyła mnie podstaw europejskiej kuchni. Nie ma, nie ma, jest pustka i nasycone chemią fast foodowe żarcie, które wciska się nam na każdym rogu. A przecież przygotowanie posiłku zdrowego, pełnego właściwych kalorii może być przyjemne i szybkie, na dodatek tańsze niż to, którym napasie nas jakiś tam reklamowy, amerykański pułkownik. Wystarczy wziąć pierś kurczaka, swieżą i z dobrym pochodzeniem, pociąć w paluszki, ot tak półtora centymetra na półtora i długości trzy, lekko posolić, obtoczyć w startej chwilę wcześniej razowej bułce (albo i nie obtaczać), wrzucić na głęboki, dopiero co wlany na patelnię olej rzepakowy, tłoczony na zimno obsmażyć na złoto co potrwa pięć, sześć minut, wyrzucić na papierowy ręcznik i można wydawać z dowolnymi dodatkami.



A i można danie obiadowe z tego uczynić dodatki dodając w postaci surówek i kluseczek samemu zrobionych.



Gwarantuję Co Szanowny Czytelniku, że żaden młodzian i panna, których masz w domu temu smakowi się nie oprze i sam się będzie dziwił, że brał do tej pory do ręki te obtoczone plastikową panierką, grubą na pół palca skrzydełka i kąski, nie dość tego jeszcze udawał, że mu to smakuje.



Marek Grądzki

zdjęcia: Żona

[czytaj więcej i komentuj]

[05.01.2016, 21:23:41] Gęś na Nowy Rok!





Utarło się, do mody wróciła po długim poście, że gęś się je na Świętego Marcina. Szanowny Czytelniku odwróć tę niedobrą modę! Gęś się je aż do postu, tak jak to robili nasi przodkowie przed wiekami. Przecież jest to jeden z najwcześniej udomowionych ptaków. Już za czasów Piastów chadzała godnie po włościańskich podwórcach. Zarówno jeden jak i drugi gatunek czyli Gęgawa lub Zbożowa szybko dają się udomowić. Nasza dzisiejsza biała zdecydowanie odbiega od dzikiego wzorca. Niemniej jednak jest to najzdrowszy rodzaj drobiowego mięsa. Po pierwsze kaloryczność – sto gram to ponad 300 kalorii, dla porównania z indyka to tylko ponad setka. Niemniej nie tylko same kalorie się liczą.Jedząc gęsinę dostarczamy organizmowi całe bogactwo witamin. I tak jest tam A i E, nie brakuje B, nie skąpiąc niacyny, do tego magnez, fosfor, potas, żelazo, cynk. To podnosi wydolność naszego organizmu. Niektórzy wiążą też jedzenie gęsiny z poprawą nastroju i zrównoważeniem samopoczucia. Teraz przejdźmy do tłuszczu, wokół którego narosło sporo mitów. Po pierwsze ta dzisiejsza, owsiana już nie jest wcale taka tłusta, po drugie tłuszcz zawiera całe mnóstwo tych jakże popularnych z suplementów diety Omega 3 i Omega 6, kwasów, które regulują nam dobry i zły cholesterol, czyli sercowcom jak najbardziej wskazany. Tak więc zamiast tabletek i nabijania kabzy koncernom farmaceutycznym gęsina!



O jednym trzeba jednak pamiętać. Smalec tenże, bardzo smaczny, ma niski próg dymienia, w związku z tym nie należy na nim smażyć. Przepisów w wielkopolskiej księdze kucharskiej na gęś znajdziesz Szanowny Czytelniku co niemiara. Ja zaś hołduję klasyce. Jeżeli masz więcej wprawy w kuchennych działaniach możesz tuszkę wyluzować, czyli wyciągnąć cały korpus, mięso zostawiając w środku, jeżeli nie to się nie przejmuj. Odetnij skrzydła i szyję, dołóż podroby i ugotuj na tym wywar z warzywami, tychże nie szczędząc, następnie odłów, szyję oskub z mięsa, posiekaj i wróć do wywaru, jak dasz radę to ze skrzydeł też, ale pożytku wiele z tego miał nie będziesz. W kostkę skrój serce, żołądek, wątrobę jako nagrodę usmaż sobie sam, co najwyżej poczęstuj najbardziej ulubionego członka rodziny. Gdy tak gotowy będziesz miał wywar dołóż do niego prawdziwków, które dzień wcześniej namocz w wodzie, wlej wszystko, kapelusze przedtem pokroiwszy w pasemka. Niech to sobie popyrka na wolnym ogniu przez godzinę, wtedy zaciągnij zupę zahartowaną śmietaną. By ją jeszcze pożywniejszą uczynić niektóre wielkopolskie gospodynie zrzucały nożem kluseczki z mąki i jajka uczynione. Taka półpłynna masa szybko we wrzątku zamienia się w pyszny dodatek. Tuszkę gęsiową nacieramy solą od wewnątrz i zewnątrz, potem zaś marianką dobrze utartą, sam kwiat, czyli tłumacząc z naszego na polski majerankiem. Całość wypełniamy jabłkiem, najlepiej Szarą Renetą na przemian z gruszką, tył zaszywamy by soku własnego jak najmniej wygubić. Tak przygotowaną gęś w brytfannie wkładamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 150 stopni. Tam niech sobie siedzi ze dwie godziny, potem obracamy i następną godzinę dajemy w temperaturze 120 stopni, znowu obrót i dwadzieścia minut w odkrytej by skórka stała się chrupiąca.



Gdy rodzina nam całości do końca nie obje, obskubujemy korpus z resztek mięsa, dodajemy marchewkę i seler z zupy, zaciągamy dobrą śmietaną i mamy pyszny obiad - gulasz z gęsi.



Wystarczy dodać ziemniaczki i surówkę. Tak więc nic się nie zmarnuje!



Marek Grądzki

zdjęcia: Żona

[czytaj więcej i komentuj]

Tytułem wprowadzenia...

Kultura kulinarna Wielkopolski. Czyli co i jak jadaliśmy, jadamy i czym czasem popijać to można, żeby poruty nie było. Krótko rzecz biorąc jeden z naszych smakowitszych blogów.

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego