publikuj na facebooku wykop to« Najgorszy Renoir jakiego widziałem [18.01.2016, 15:17:33]

Objazdowa wystawa jak wędrowny cyrk. W roli baby z brodą prawdziwy Renoir. Na afiszu jeszcze Monet (dwa obrazki), Delacroix, Courbet. Istna podwalina wielkiej przemiany w sztuce. Tylko jak z takiej lawiny malarskiego błotka mógł wykiełkować impresjonizm? Wybrzeże Normandii przemówi z obrazów do każdego – nie jedź do Normandii! Bo po co? Szaro i buro mamy i tutaj. Ale wystawę trzeba zobaczyć. Nie dla wielkich nazwisk, bo nazwiska same nie grają...



Wszyscy znamy te podróżne kolekcje. Te, ciągle nowe, grafiki Dalego i cudownie odnalezione, pośmiertne rysunki Picassa. Atrakcja turystycznych kurortów i lek na kompleksy kulturalnej prowincji. Po objechaniu Dniepropietrowska, Lwowa, Kijowa na Ukrainie, po Litwie, Łotwie, Estonii i Białorusi, metropolii okolic byłej Jugosławii z Zagrzebiem, Lublianą i Triestem, po obrzeżach cywilizacji w Stanach i Skandynawii, „Malarze Normandii” są u nas. W dumnej stolicy Wielkopolski.


Jest podpis, jest dzieło Renoira. Akwarelowe mydło, najsłabsza praca całej wystawy... Ale ramka ładna, a co!

Wszystkie media odtrąbiły sensacyjne wydarzenie, przepisując słowo w słowo, podsunięte przez organizatora, entuzjastyczne opisy. Nawet oglądać nie trzeba było, wystarczył prosty zabieg „kopiuj i wklej”. Choć wypada, we wstępie, dorzucić coś błyskotliwego od siebie. Choćby tak jak w dodatku do Polityki: „można w ciągu dwudziestu minut obejrzeć wszystkie dzieła i udać się na kawę do zamkowej restauracji”. A że w Centrum Kultury Zamek nie ma resturacji? To drobiazg, najważniejsze, że jest wystawa. Jedyna taka w Polsce.



Ta obwoźna kolekcja powstała ponad dwadzieścia lat temu, powołana przez Radę Regionu Dolnej Normandii. To nie był już dobry czas na tworzenie wielkich kolekcji. Rynek sztuki obrazami wielkich mistrzów impresjonizmu, to nie hurtownia. Dobre obrazy, najlepszych autorów, pojawiają się sporadycznie i kosztują kolosalne pieniądze. Jeśli ktoś zapragnął stworzyć kolekcję malarstwa z kręgu impresjonistów, siłą rzeczy skazany był na skupowanie towaru drugiego gatunku. Łatwiej o szkice niż obrazy, malutkie, kieszonkowe formaty niż wielkie płachty. Prędzej można kupić tycie akwarelki niż duże olejne płachty. No i pozostaje kupowanie mniej znanych artystów. W Normandii był już wcześniej duży zbiór obrazów przyjaciela Moneta, Eugena Boudina. Ale resztę trzeba było dokupić.



Pomysł stworzenia kolekcji obrazów malarzy, tworzących w Normandii, udało się zrealizować. Zwykle, w takich sytuacjach, umieszcza się dzieła w reprezentacyjnym miejscu. I od czasu do czasu, wypożycza się pojedyncze prace, na wystawy, poza główną siedzibą kolekcji. Co zadziwiające, w tym przypadku, stało się inaczej. Kolekcja ruszyła w nieustającą podróż. Dla promocji regionu i nie za darmo.




Guillaume Fouace

Oczywiście w każdej kolekcji muszą być gwiazdy. Jest więc obraz Augusta Renoira. Jak z bajki o nagim królu. W dziesiątkach relacji nikt nie zająknął się na temat jakości tego dzieła. To mała, spłukana akwarela w bogatej ramie. Nudne, blade pasy i podpis w prawym dolnym rogu. Bezcenny. Są dwa niewielkie obrazy Clauda Moneta, większy nawet niezły. Do tego dwie rachityczne akwarelki Eugena Delacroix. Jedna, pokazująca kupę kamieni w rozwalonym murze, nie wiedzieć czemu zatytuowana „Wybrzeże Normandii”. Jest jeszcze maleńki, ciekawy obraz Gustava Courbeta „pejzaż morski przy sztormowej pogodzie”. Z pełnym emocji burzowym niebem i spienionym morzem, widzianym z kamienistej plaży. I tyle o przynęcie dla publiczności. Są wielkie nazwiska, ale na tej wystawie nie ma arcydzieł geniuszy sztuki. Są ich prace, co najwyżej poprawne, takie malarskie wprawki. Widać mieli w Normandii słabsze dni.



Filarem wystawy są skromne prace normandzkiego artysty Eugena Boudina. Ten francuski samouk malował na świeżym powietrzu, w plenerze. Niezmanierowany akademickimi studiami w ciemnej pracowni, pozbawiony perfekcyjnego warsztatu i umiejętności gładkiego malowania, wytyczył swoją własną, indywidualną drogę w sztuce. Wyjątkowa wrażliwość na perłowe światło i delikatne, pastelowe kolory, pozwoliła mu stworzyć obrazy poruszające i dzisiaj. Rozedrgane, kolorowe plamki, choć bliskie abstrakcji, oddają subtelnie ruch, energię i zmienność morskich widoków. Możemy w pracach Boudina, zaobserwować ten ważny moment, kiedy sztuka, uwolniła się od mechanicznego naśladowania natury. A to za przyczyną fotografii, która wzięła na siebie zadanie tworzenia wiernych odwzorowań rzeczywistości. I dzięki prostemu wynalazkowi z połowy XIX wieku, dzięki tubkom z farbami. Im zawdzięczamy, że można było cały warsztat malarski wziąć z sobą, pod pachę i rozłożyć go w plenerze. Boudin był tu prawdziwym prekursorem i nauczycielem młodszych kolegów, impresjonistów, zwłaszcza Moneta.



Mamy też na wystawie znamienite obrazy całej grupy malarzy o mniej znanych nazwiskach. Głównie Francuzów, choć jest wśród nich i Holender i Amerykanim. Wyróżniłbym najstarszego z nich, Guillaumma Fouace, autora jedynych tutaj martwych natur. A jedna z nich, malutki obrazek z owocem i złotym kubkiem, to prawdziwy majstersztyk, najlepsze malarsko dzieło na całej wystawie. I co z tego, że tak proste i skromne, bez cienia artystycznego eksperymentu? Popisowy, minimalistyczny obraz, pełen jest nadrealistycznej iluzji.


Theodore Gericault.


Theodore Gericault (fragment)



Eugene Boudin


Eugene Boudin (fragment)


Eugene Boudin (fragment)


Eugene Boudin


Claude Monet


Pierre Bonnard


Bertha Morisot


Jacques-Emile Blanche (fragment)


Claude Monet


Charles Daubigny (fragment)


Ludovic Lepic (fragment)


Eugene Boudin (fragment)


Albert Lebourg (fragment)


Johan Berthold Jongking (fragment)


Gustave Courbet (fragment)


Karl Daubigny (fragment)


Jean Baptiste Camille Corot (fragment)

Ważną składową sukcesu „Malarzy Normandii” jest perfekcyjna praca, włożona przez poznańskiego organizatora – Centrum Kultury Zamek. Doskonałe materiały promocyjne, od biletu, przez gadżety do zgrabnego katalogu. Na papierze i w internecie. Z propozycją dla widzów w każdym wieku, z atrakcyjnym konkursem (wycieczka do Normandii!). No i wystawa jest świetnie zaaranżowana przez Wojciecha Luchowskiego. Skromna, wydawałoby się prezentacja, ponad 80 obrazków, uzyskała wymiar niemal monumentalny. Proste podziały przestrzeni, wielkiej, surowej sali, przydały wystawie kameralności i stworzyły kilka zupełnie różnych wnętrz. Z subtelną dominantą jednego obrazu, na ciemnym tle, na wprost wejścia. Prace w bałaganiarskich, złotych ramkach, tańczą wdzięcznie na ścianie, powieszone raz wyżej, raz niżej. A czasem po dwie, jedna nad drugą. W nieustającej rozmowie między sobą. Niczym pastisz starej, XIX wiecznej metody ekspozycji, pozornie chaotycznie i na gęsto, obraz w obraz. W końcu połączyła je nie tylko tematyka. Doskonale wybrany został lawendowy, rozbielony błękit tła i dyskretne, acz wyraziste oświetlenie.



Malarze Normandii” to spory sukces frekwencyjny. Mimo długiego czasu trwania ekspozycji (od 24 października az do 12 lutego) ludzie walą tu drzwiami i... no, tylko drzwiami. Ale zwłaszcza w weekendy i w dni okołoświąteczne są tu tłumy. Nie z samego Poznania, bo i z całej Wielkopolski, z Wrocławia, Warszawy i Krakowa. A wśród zwiedzających nie brakuje cudzoziemców.

Odwiedzający wystawę dostają coś innego niż oczekiwali. Często zwabieni magią wielkich nazwisk, otrzymują coś więcej. Trzeba się tylko zatrzymać i wpatrzeć. Ta sztuka potrafi zmienić poczucie czasu. Ten ostatni zwalnia tu i zastyga, zatapia się w ciszę niewielkich obrazów. Zostawiając gdzieś daleko hałas wielkiego miasta. Dokładnie tak samo jak przed ponad stu laty, francuscy malarze uciekali z szalonego Paryża, w spokój normandzkich krajobrazów. Choć to tylko jedna sala, można tu spędzić dobre dwie godziny. I zrobić sobie intelektualny reset, odetchnąć światłem normandzkiej plaży. Nie darmo pani pilnująca obrazów powiedziała mi – my tu mamy jak na wakacjach! Nie wierzysz? To sprawdź. Naprawdę warto.

Wojciech Hildebrandt
fotografie autora

zaloguj się aby móc komentowaćkomentarze (3)

Zgody organizatora... Tak też myślałam :) . Te Panie mnie potraktowały, jak harpie. A tylko zapytałam, dlaczego nie można robić zdjęć? Może mam za dużą wyobraźnie ;-)

dodany przez Paula, dnia 03.02.2016, 13:10:34

Dziękuję. Zaraz tam harpie... te panie są bardzo sympatyczne. Właśnie dlatego, że nie można na wystawie robić zdjęć, to myślę, że te na blogu mogą się potencjalnemu widzowi przydać. Ich wykonanie wymagało specjalnej zgody organizatora.

dodany przez Wojciech Hildebrandt, dnia 01.02.2016, 10:52:47

Świetny artykuł. A już myślałam, ze jestem jedyna z taką opinią :-). Jak się Panu udało zrobić zdjęcia. Przecież tam przy wejściu stoją harpie, a w środku czatuje cerber .

dodany przez Paula, dnia 31.01.2016, 22:15:13

Tytułem wprowadzenia...

MDM - Mieszkanie Dom Miasto. Blog o urodzie architektonicznej Wielkopolski, o podróżach w czasoprzestrzeni i o zadziwiającym pięknie tego co nas otacza, a co nie zawsze zauważamy.

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2017 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego