publikuj na facebooku wykop to« A zasłona rozdarła się... [16.04.2017, 18:49:03]

Wszyscy znają te słowa? Stało się to w najważniejszym momencie Ewangelii. W kulminacji wszystkich wydarzeń opisanych w Piśmie Świętym: „Jezus, zawoławszy donośnym głosem, skonał. Wtedy zasłona w świątyni rozdarła się na dwie części - od góry aż do dołu”. To samo znajdziemy u świętego Marka i Mateusza. Najbardziej namacalny, obok trzęsienia ziemi, pękających skał i ciemności, materialny znak śmierci Chrystusa.



I dzisiaj wydarzeniu temu przypisuje się wiele znaczeń. Do świątyni wstęp mieli tylko kapłani. A do jej części najświętszej tylko arcykapłan, jedynie raz w roku. Przez swoją śmierć Chrystus otworzył świątynię dla wszystkich, którzy uwierzyli w to, co dokonało się na krzyżu. Rozdarcie zasłony jest symbolicznym końcem starotestamentowego Kościoła, upadku kultu Starego Prawa i otwarciem na oścież dostępu do Boga - dla każdego. Boża obecność wyszła z zamkniętej czeluści świątyni, jak po symbolicznym rozdarciu szat przez Ojca po śmierci Syna. Bóg jest wszędzie.





Świątynia jerozolimska miała dwie zasłony. Zewnętrzna wisiała u wejścia do gmachu. Ta druga, najważniejsza, oddzielała miejsce najświętsze, kryjące Arkę Przymierza. Jej powstanie szczegółowo opisuje Księga Wyjścia - Pan nakazał Mojżeszowi: „Zrobisz też zasłonę z fioletowej i czerwonej purpury, z karmazynu i z kręconego bisioru, z cherubami wyhaftowanymi przez biegłego tkacza. I zawiesisz ją na czterech słupach z drzewa akacjowego, pokrytych złotem. Haczyki do zasłony będą ze złota, a cztery podstawy ze srebra. Powiesisz zaś zasłonę na kółkach i umieścisz wewnątrz poza zasłoną Arkę Świadectwa, i będzie oddzielała zasłona Miejsce Święte od Najświętszego”. Użyto najcenniejszych materiałów, złota i srebra, najdroższych barwników, fioletu, purpury i karmazynu. I utkano ją z najcenniejszej w całej historii tkaniny, bisioru. Niesłychanie cienkiego, lśniącego złociście i przepuszczającego światło. Tę wyjątkowo wytrzymałą tkaninę wykonywano z nitkowatej wydzieliny wielkich małży, żyjących na dnie Morza Śródziemnego. Służyła do przymocowywania muszli do podłoża.







Zasłona w jerozolimskiej świątyni była ogromna. Józef Flawiusz podaje, że przedstawiono na niej wizerunek całego sklepienia niebieskiego. W apokryficznej Protoewangelii Jakuba z 2 połowy II wieku napotykamy taki oto opis „ Zebrała się rada kapłanów i mówili: Uczyńmy zasłonę dla świątyni Pańskiej. I rzekł kapłan: Zwołajcie do mnie dziewice, które są bez skazy, z pokolenia Dawida. I odeszli słudzy, i szukali, i znaleźli siedem. I przypomniał sobie kapłan o dzieweczce Maryi, że ona jest z pokolenia Dawida i bez skazy przed Bogiem. I słudzy odeszli i przyprowadzili ją. I wprowadzili ją do świątyni Pana. I rzekł kapłan: Ciągnijcie tu losy, która będzie przędła złoto, i azbest, i len, i jedwab, błękit i szkarłat, i prawdziwą purpurę. Maryja wylosowała prawdziwą purpurę i szkarłat. I wziąwszy je, odeszła do swego domu. W owym czasie zaniemówił Zachariasz i zastępował go Samuel aż do chwili, gdy Zachariasz znów odzyskał mowę. A Maryja wziąwszy szkarłat, zaczęła prząść”.





W pierwszych wiekach chrześcijaństwa zastanawiano się nad znaczeniem motywu rozdarcia świątynnej zasłony. Tertulian w dziele Przeciw Marcjanowi stwierdza, że zasłona świątyni rozdarła się na dwoje z tego powodu, że cherubiny, które strzegły miejsca Świętego, opuściły świątynię. Bo prawdziwą świątynią stało się ciało Chrystusa. Św. Hieronim pisze, że Bóg posłał swego anioła, aby rozdzielił zasłonę przybytku. A Grzegorz z Nazjanzu w swojej mowie wygłoszonej w 380 r. w Konstantynopolu, określił rozdartą zasłonę jako „tajemnicze drzwi do niebios”. Cyryl Jerozolimski, pod koniec IV wieku uzasadniał, że ponieważ podczas śmierci Jezusa jego ciało, które osłaniało boską naturę, zostało zbezczeszczone, zewnętrznym znakiem tego było zniszczenie zasłony świątynnej, za którą mieszkała boska obecność. Św. Ambroży uznał rozdarcie zasłony za jeden ze znaków obecności Boga w Chrystusie. Św. Augustyn wyjaśniał, że za zasłoną przybytku ukrywała się Boża sprawiedliwość, pochodząca z wiary. Leon Wielki widział w rozdarciu zasłony oddzielającej Miejsce Najświętsze od pozostałej przestrzeni świątyni, symbol potrójnego przejścia: od Prawa do Ewangelii, od Synagogi do Kościoła i od wielu ofiar Starego Przymierza do jednej ofiary Jezusa Chrystusa.



Wobec wizualnej siły i wyrazistości tego biblijnego wydarzenia, dziwi niezmiernie pomijanie go, w przebogatej przecie, ikonografii związanej z męką i śmiercią Chrystusa. W wielomilionowym zbiorze scen pasyjnych nie było miejsca na scenę rozdarcia zasłony. Może antropomorficzne, pełne okrucieństw, cierpienia i krwi, przedstawienia ofiary bardziej przemawiały do wiernych? Wiele z nich nawet nie pokrywało się z zapisem biblijnym. Inne, jak scena zmartwychwstania, były ilustrowane, mimo że umknęły opisowi ewangelistów.



Tym bardziej zachwyca dzieło stworzone na czas Wielkiej Nocy przez Pawła Napierałę w poznańskim kościele jezuitów. Wielka zasłona przedzielająca wnętrze świątyni na całej wysokości, między prezbiterium, a nawą główną. Monumentalna instalacja nosząca nazwę Acceptatio/spotkanie. Chciałoby się rzec spiritus, laboris et crucis acceptatio. Spotkanie starego i nowego porządku, czasu minionego i nadchodzącej przyszłości. Przez rozdartą zasłonę.



A ta jest niezwykła. Absolutne zaprzeczenie perfekcyjnych, barokowych, białych, gipsowych dekoracji ścian kościoła wokół. Zwielokrotnionych gzymsów trzymanych krótko w ryzach geometrii wykreślnej. Unosząca się w powietrzu płachta zasłony, zdaje się wymykać prawom fizyki. Bura, umęczona, postrzępiona, jakby nadpalona u brzegów, nadwątlona w swym wiekowym trwaniu. Trochę jak sukno turyńskiego całunu, a może lśniąca, wyprawiona na gładko skóra przedpotopowej bestii? O bogatej, pomarszczonej fakturze, przepuszczająca światło.





Ale nie blady poblask stanowi o dramatyzmie tego dzieła. Jego kwintesencją jest laserowy strzał światła, rozrywający kurtynę wąską, mieniącą się pryzmatycznie kreską pośrodku. Jak boskie światło przeszywające świątynną zasłonę jerozolimską. Światło - synonim Boga. W przyciemnionym wnętrzu kościoła robi to piorunujące wrażenie. To nie tani efekt nowoczesnej technologii z użyciem rzutnika. Nic bardziej mylnego.



W cichym wnętrzu niezbyt często odwiedzanego, trochę niedocenianego, poznańskiego kościoła, możemy oglądać wybitne dzieło sztuki abstrakcyjnej. Zaskakujący i spektakularny przykład, że sztuka współczesna może nieść głęboki, filozoficzny przekaz. Być źródłem refleksji. Jakże innej od rozchwytywanych w mediach, krzyczących modnie Pańskich Grobów - z wojennymi zdjęciami, legowiskami bezdomnych, czy fruwającymi, wypchanymi ubraniami. Taka publicystyka pod publikę. U jezuitów mamy do czynienia z prawdziwym dziełem sztuki. Niełatwym w odbiorze, może wymagającym komentarza i wiedzy teologicznej. To trudne. Łatwiej ulokować świętą figurę w dziurze z pogniecionego papieru pakowego i ustawić kwiatki.



Tym bardziej docenić trzeba ten wyjątkowy eksperyment artystyczny, podjęty odważnie na gruncie sztuki religijnie zaangażowanej i to we wnętrzu świątyni katolickiej. Po dawnych mistrzach tej sztuki ślad zaginął. W naszych czasach to królestwo kiczowatych, pokolorowanych, gipsowych obrazów w 3 D. Pełnych wychodzących ze ścian, tęczowych promieni z betonu i prześlicznych wizerunków o mrugających, niebieskich oczach. Dosłownych i prostackich.





Docenić należy wielką rolę mecenasów poznańskiej zasłony, jezuitów. W poznańskim Kościele, od wielu już lat pełnią oni wybitną rolę w kreowaniu i prezentowaniu sztuki dużej i całkiem małej. Od prowadzenia warsztatów artystycznych z pisania ikon i gotyckiej kaligrafii, po prowadzenie ambitnej, ważnej w skali Polski, Galerii U Jezuitów. Ojcowie jezuici nie dbają o poklask i podejmują wiele działań w obszarze kultury. Są bardzo ważną instytucją na kulturalnej mapie Wielkopolski. To nie do przecenienia. Dzięki!



Gratulacje należą się też autorowi wielkanocnej instalacji. Czuję, jak niewystarczająca jest ta nazwa, kojarząca się z przypadkowym zbiorem przedmiotów, którym autor usiłuje narzucić rolę dzieła sztuki. Ale praca Pawła Napierały to dużo więcej niż obraz. Wszechstronnie wykształcony twórca tego sakralnego dzieła niedawno miał wystawę swoich prac, właśnie w Galerii U Jezuitów. Ma umiejętności godne mistrzów renesansu - jest malarzem, historykiem sztuki i konserwatorem. Na co dzień pracuje w poznańskim Muzeum Narodowym, w pracowni konserwacji malarstwa i rzeźby polichromowanej.



W Wielki Piątek nie widziałem w kościele jezuitów tłumów. Szkoda. Nie codziennie w naszym mieście dzieje się wielka sztuka. O randze wykraczającej poza polski ogródek. Przesadzam? Możesz jeszcze sprawdzić. Zasłona spadnie dopiero po 23 kwietnia. Biegnij!

Wojciech Hildebrandt
zdjęcia autora

zaloguj się aby móc komentowaćkomentarze (brak komentarzy)

Tytułem wprowadzenia...

MDM - Mieszkanie Dom Miasto. Blog o urodzie architektonicznej Wielkopolski, o podróżach w czasoprzestrzeni i o zadziwiającym pięknie tego co nas otacza, a co nie zawsze zauważamy.

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego