publikuj na facebooku wykop to« Wielkopolska z wizytą w Szczecinie [15.05.2018, 21:18:22]

Jak co roku – na pięknych Wałach Chrobrego – odbywa się Piknik nad Odrą. Dziś już nie pamiętamy, że to tak zwane Ziemie Odzyskane. Wały zostały zaprojektowane i wzniesione według koncepcji Wilhelma Meyera-Schwartaua w latach 1902–1921 z inicjatywy nadburmistrza Hermanna Hakena. Na jego właśnie cześć zostały pierwotnie nazwane Tarasem Hakena. A dodatkowo, co należy podkreślić, są to pozostałości po zdemilitaryzowanych i likwidowanych w końcu XIX wieku fortyfikacjach obronnych Szczecina, czyli Forcie Leopolda. Od kiedy jednak są nasze, król Chrobry wrócił nad Odrę. Ale dosyć o historii, teraz kulinaria!

Piknik gromadzący tysiące szczecinian w majowy weekend, pogoda wszak dopisała genialnie, ma w swojej części składowej Kulinarne Dziedzictwo, którego symbolem jest czapka kucharska na błękitnym tle. Producenci pod tym szyldem zrzeszeni reprezentują najwyższą jakość, tradycję wytwarzania, bo i by taką blachę dostać, trzeba się solidnie wykazać. Skoro zaś Dziedzictwo, to nie mogło zabraknąć Wielkopolski. Dzięki Urzędowi Marszałkowskiemu nasi regionalni wytwórcy jeżdżą tam od lat, propagując to, co u nas najlepsze. Tym razem znakiem firmowym było mleczarstwo. Nie zabrakło więc i naszego sztandaru, czyli TOP Nowy Tomyśl – z jego serkiem smażonym, który posiada Europejski Znak Jakości, a to już nie byle co.

Udało się w tej spółdzielni skopiować to, co robiły nasze babki. Najpierw był serek kwasowy najwyższej jakości. Jedne gospodynie ograniczały się tylko do posypywania go solą, inne – chcąc proces przyspieszyć – posypywały go sodką. Ze spiżarń i skrytek przez pewien czas wydobywał się niezły fetorek, ale domownicy pamiętający o tym, co później, znosili go cierpliwie. To proces gliwienia. Gdy zawartość faski zaczęła płynąć i zmieniała barwę z białej na kremową, należało wszystko przenieść na rynkę, dodać masła, w większości domów kminek (niektóre gospodynie dodawały również żółtko) i całość przesmażyć. Zapach ginął zupełnie, a płynną masę przelewało się do miseczek, od wierzchu okładało pergaminem – i można było domowników częstować na śniadanie. Jest to specjał typowo wielkopolski, rzadko występujący w reszcie Polski, więc często nieznany smakowo, w związku z czym traktowany nieufnie. Szczecinianie jednak to nasi bliżsi kuzyni, wszak wśród pierwszych osadników nie brakło naszych krajan, pożerali na moich oczach faskę za faską, biorąc również kubeczki do domu. Oprócz nowotomyskiej spółdzielni zaprezentowała się również Spółdzielnia Mleczarska ze Strzałkowa.

Kto nie jadł ich jogurtów, kefirów czy pysznego twarożku, ten – jak mawia mój przyjaciel Bobek Makłowicz – kiep. To pyszności nad pysznościami, samo znakomitej jakości nadwarciańskie mleko cudem przerobu zmienione w ciało stałe. Jogurt nie nazywa się greckim, ale i tak można go nożem kroić. W tym wszystkim (jak taki rodzynek) mościły się moje kozie sery.

Zapachem jednych przyciągały, innych straszyły, ale Sery Grądzkie wśród Szczecinian mają swoich zagorzałych wielbicieli. Ponieważ w pobliżu nie było żadnej szkoły ani kościoła, mogły się również zaprezentować konińskie wina owocowe z Vin-Konu, napitek zacny i też pod ser się nadający.

Zaprezentowaliśmy więc nasz region godnie i z przytupem. Wracaliśmy ze Szczecina z tarczą, czyli z pustymi pojemnikami po produktach, zostawiając po sobie smaczne wspomnienia.


Marek Grądzki
zdjęcia: Żona

zaloguj się aby móc komentowaćkomentarze (brak komentarzy)

Tytułem wprowadzenia...

Kultura kulinarna Wielkopolski. Czyli co i jak jadaliśmy, jadamy i czym czasem popijać to można, żeby poruty nie było. Krótko rzecz biorąc jeden z naszych smakowitszych blogów.

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego