publikuj na facebooku wykop to« Wielkopolska kaczka dobra po świętach [08.04.2015, 21:24:40]

Minął czas świąt, w które to folgujemy sobie przy stole, nie patrzymy na dziurki w pasku. Niech tam, szynka pieczona, wędzona, kiełbasa w piwie, polędwice wędzone, parzone. Stół musi się uginać od jadła. Wszystko rzecz jasna bogato przeplatane jajami.



Skoro już wykończyliśmy żur i w garnku pojawiło się dno trzeba coś innego popróbować. Sięgnijmy więc do tradycyjnych zasobów wielkopolskiej kuchni. Tkwi w niej świecąc własnym blaskiem pieczona kaczka. Pamiętam jak moja babcia maszerowała w piątek na Dzień Dyszla, czyli jeżycki chłopski Targ by kupić żywą kaczkę. Zdarzało się, że była to zacna Staropolska, wyglądem zupełnie przypominająca dziką krzyżówkę, tyle że dwa razy większa. Tę w domu się skrwawiało czyli nacinało żyłę , z której ciurkiem spływała juszka do garnka. Była to czynność niezbędna by można było ugotować czerninę. Wiem, w dzisiejszych czasach gdy na ulicach roi się od wegetarian, ba nawet wegan takie starodawne opowieści mogą budzić grozę, powiem więcej zgorszenie. Ale ja nic za to nie mogę – jestem wszystkożer, bo takim mnie Bozia stworzyła i się od swojej natury odcinał nie będę. Tak więc juszka lekko zaprawiona winnym octem by grud nie było czekała na swoją kolej. Tuszka zaś z piór dokładnie obrana, po odcięciu skrzydeł i szyjki, te bowiem wraz z podrobami szły na rosół, była nacierana solą z czosnkiem i majerankiem, poczem odpoczywała w chłodnym miejscu kilka godzin. Gdy rosół dobrze się uwarzył, na dużej ilości warzyw, był cedzony dorzucano do niego skrojoną śliwkę suszono- wędzoną, trochę rodzynek i taki zaciągano juszką. Tak zrobiona zupa chwilę pracowała na ogniu i kładzono na nią kluski, potem zaciągano śmietaną. W dawnych latach zwano ją również czarną polewką, która podana nieszczęsnemu absztyfikantowi starającemu się o rękę córki Państwa mogła oznaczać tylko jedno – rekuzę! No ale wróćmy do kaczki, ta gdy odpoczęła została wypełniona do cna skrojonymi w ćwiartki jabłkami.



Najlepiej do tego nadawała się Szara Reneta, Kosztela, albo Cesarz Wilhelm. Czasami dodawano też ćwiartkę albo dwie pomarańczy. Tak przygotowana, zamknięta w brytfannie, lekko podlana wodą wędrowała do piekarnika. Tam siedziała co pewien czas podlewana przez dwie, trzy godziny, ostatnie pół przy zdjętej pokrywie by skórka chrupka była. Do tego potrzebna jest niezbyt wysoka temperatura, wystarczy 150 stopni. Tak przyrządzonego ptaka na stół wydawano z kluchami na łachu, czyli drożdżowymi pyzami, które musiały być obficie zlane sosem spod kaczki, najlepiej z przyprawą nieboszczki, czyli lekko przypalonym, rozciągniętym śmietaną zahartowaną i mocno rozbitą kwyrlejką by grup nie było. Zależnie od tradycji domu do dania podawano albo modrą kapustę na ciepło z jabłuszkiem drobno skrojonym, albo też z buraczkami.



I komu to przeszkadzało? Czy taki zestaw nie lepszy od tofu na ciepło z kotletem z mielonej soczewicy.



Marek Grądzki

zaloguj się aby móc komentowaćkomentarze (2)

Również tak myślimy i ze smakiem zjedliśmy!

dodany przez Marek Grądzki, dnia 15.07.2015, 22:31:00

taki zestaw jest bardzo dobry!

dodany przez kulturalny, dnia 03.05.2015, 21:31:26

Tytułem wprowadzenia...

Kultura kulinarna Wielkopolski. Czyli co i jak jadaliśmy, jadamy i czym czasem popijać to można, żeby poruty nie było. Krótko rzecz biorąc jeden z naszych smakowitszych blogów.

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego