publikuj na facebooku wykop to« U cioci na imieninach [08.02.2015, 18:58:51]

Kiedyś, w wolnej chwili, zastanawiałem się na tym co różni Wielkopolanina, w jego przyzwyczajeniach jedzeniowych, od mieszkańca Polski Centralnej. Wędrówka ludów po II Wojnie Światowej wymieszała nas, również przez nasze ziemie przelała się fala uchodźców wyrzuconych ze swoich dawnych siedzib. Ale jednak dotknęła nas stosunkowo łagodnie. Gdzie to widać wyraźnie? Ano, właśnie u cioci na imieniach.



Przypomnij sobie Szanowny Czytelniku skład i kolejność podawanych dań. Najpierw podejmują Cię kawą. Sławna sypanka już powoli znika. Do kawy słodkie ciasteczko.



Przy poczęstunku mawiane są wszystkie nowe ploteczki z życia rodzinnego. Kto z kim i dlaczego, gdzie się co urodziło, a komu odeszło. Po godzince pogaduszek nadchodzi czas na konkrety. Jako pierwszy wkracza galart, znaczy „zimne nóżki” czyli wieprzowe stópki z marchewką ściągnięte mocną, żelatynową zaprawą. Do tego podaje się dobry, spirytusowy ocet. Nie zawadzi kieliszeczek czegoś mocniejszego, rzecz jasna "biała", bo ta honoru nie plami. Rozmowa się rozkręca, czasami wypsnie się pikantniejszy żart. Ot – poszli my we dwóch na migane. Stojemy pod ścianą, kompel mnie trąca. Widzisz te gideje? Idź no z nią zatańcz. Co ty, ja kejter żebym po sali z gnatem fyrał? No niestety z tym coraz gorzej. Mimo usilnych starań Jacka Hałasika, mojego serdecznego kolegi z radiowych czasów, poznańska gwara zanika i na ulicy i w domach prawie jej nie słychać. Wróćmy jednak do stołu. Po galarcie, jak uroczystość bardziej wystawna, wkracza golona z zasmażaną kiszoną kapustą i grochem puree. Jak zaś skromniej, to taż kapusta z białą lub inną kiełbasą.




Do jednego i drugiego musztarda sarepska być musi. Połówka, co wystawiona, powoli pokazuje dno, atmosfera robi się spolegliwa, syta i spokojna. Czas więc na drugą kawę, do tego tort i ciasto z kruszonką. W tym zestawie obowiązkowo musi być kieliszek słodkiego wina, najlepiej wermuthu, mocno ziołami syconego, bo to podobno dobrze na trawienie robi. Po tym czas się żegnać, ściskać solenizantkę i zbierać do domu. Teraz powiedzcie mi prawdziwi poznaniacy, czy nigdy nie zdarzyło się Wam na takich imieninach bywać? Bez chińszczyzny, wegeteriańskich wybryków albo i innych cudów. Żal tylko myśleć, co będzie gdy nasze ciotki przeniosą się do lepszego ze światów. Takie obyczaje stołowe to przecież też część tradycji.


Marek Grądzki

zaloguj się aby móc komentowaćkomentarze (1)

Jest Pan smakowity, Panie Grądzki.

dodany przez Ex-pedientka, dnia 11.02.2015, 17:10:42

Tytułem wprowadzenia...

Kultura kulinarna Wielkopolski. Czyli co i jak jadaliśmy, jadamy i czym czasem popijać to można, żeby poruty nie było. Krótko rzecz biorąc jeden z naszych smakowitszych blogów.

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego