publikuj na facebooku wykop to« Pulpety proszę raz [11.05.2018, 15:02:53]

Ostatnio rozpisywałem się o rybach. No i dobrze, lekkostrawnie i dietetycznie, tak jak się należy, by sobie wiosną żołądka nie obciążać. Pozostanę Szanowny Czytelniku dalej w takie orbicie. Ale ponieważ jestem mięsożerem zrobię także coś pod siebie. Będą to mielone. Gdy wrzucam taki temat na tapetę od razu przypomina mi się stara historia z odległych lat. Otóż kiedyś w stołówce domu studenckiego Hanka Sawicka, tak się bowiem wtedy zwał, wystąpiło masowe zatrucie pokarmowe studenctwa. Natychmiast pojawił się jako ten sęp sanepidowiec. Wisiał nad kierowniczką stołówki zadając niewygodne pytania – a jaki był tego dnia jadłospis, a z czego robione? Wyszło na to, że w drugim daniu podawano mielone. Na to urzędnik kontroli – a może mięso było nieświeże. Na to kierowniczka wycierając spocone ręce w fartuch wybuchnęła homeryckim śmiechem! Panie, kto by do mielonego mięso dawał?

No tak, ale te czasy wraz z ustrojem słusznie minionym przeszły do historii, tak samo jak stołówkowe menu. Moja Małżonka zażyczyła sobie do sporządzenia pulpetów najprzedniejszego indyczego mięsa. Te zostało zmielone przez drobniutkie sito a następnie zaczęły w nie lądować różne dodatki. A to skrojona drobniutko cebulka, a to papryczka, a to różnego rodzaju nasiona, w tym słonecznik oraz pełen zestaw ogródkowej zieloności – posiekany szczypiorek, koperek, zielona pietruszka. Całość została przyprawiona pieprzem cayeńskim i ulubioną jej przyprawą czyli kurkumą. Wtedy to wbite zostały całe jajka i tarta bułka jako sklejacz. Rozpoczął się pracowity proces wyrabiania masy a w trakcie Małżonka dosypywała brakujących składników zarazem soląc całość. Bułka bowiem nie według gramatury a lepkości masy. Po tym wszystkim należało wszystko polepić w kształtne kulki trochę mniejsze jak piłka tenisowa. Teraz każdy by się spodziewał, że rzuci je na głęboki tłuszcz. A tu byłbyś w błędzie Szanowny Czytelniku. Moja Małżonka bowiem użyła urządzenia do gotowania na parze.

Tam pulpeciki spoczywały sobie spokojnie przez pół godziny w temperaturze niewiele wyższej jak sto stopni. W tym czasie jak trwał ten proces w garnczku zostały nastawione młode ziemniaczki, te jako, że młode to niewielkie i kształtne, a zarazem nie obierane ze skórki. Żeby były bardziej aromatyczne do gotowania można oprócz soli wrzucić dwa listki laurowe. Do tego po plastrze uparowanej białej rzodkwi. Dla mnie ten zestaw byłby niepełny gdybym nie otworzył jeszcze słoika z buraczkami grubo tartymi od mojego przyjaciela Rafała Dendka, gospodarującego na jednym z najstarszych w Polsce gospodarstw ekologicznych w Anielinie. Robi je tak dobrze, że zaprzestałem sam je produkować. Taki obiadek spełnia wszystkie moje oczekiwania. Jest lekki, nie obciąża żołądka, jest sycący i jak to się mówi długo trzyma, co jest istotne dla ludzi fizycznie pracujących, zarazem dostarcza wszystkiego co organizmowi do szczęścia potrzebne.

Życzę więc Tobie Szanowny Czytelniku smacznego i trochę cierpliwości by stanąć przy rondlach i samemu popróbować kulinarnej sztuki. Dla chcącego bowiem nic trudnego!

Marek Grądzki
zdjęcia: Żona

zaloguj się aby móc komentowaćkomentarze (brak komentarzy)

Tytułem wprowadzenia...

Kultura kulinarna Wielkopolski. Czyli co i jak jadaliśmy, jadamy i czym czasem popijać to można, żeby poruty nie było. Krótko rzecz biorąc jeden z naszych smakowitszych blogów.

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego