publikuj na facebooku wykop to« Kurak z bobem [21.06.2018, 22:25:35]

Tegoroczne lato daje nam popalić. I w przenośni i dosłownie. Na pola, na których gospodaruję, od prawie dwóch miesięcy nie spadła kropla deszczu. Najstarsi mieszkańcy mojej wsi nie pamiętają takiej sytuacji. Gdy wyjeżdża się na polne drogi, po chwili auto tonie w tumanach kurzu. Nie jestem fatalistą, ale już teraz zastanawiam się, czym będę karmił moje stwory zimą. Mieszanka paszowa na polu jest taka, że nie wiadomo, czy będzie po co kombajn uruchamiać. Jak śmiał się dziadek mojego przyjaciela – zboże takie jak las, co dwa metry kłos, a wróbel, gdy chce dzióbnąć, musi przyklęknąć. Ale to śmiech przez łzy, bo nawet kukurydza – roślina gorącego klimatu – na skutek braku wody zaczyna się zwijać. No ale nie będę przed Tobą, Szanowny Czytelniku, swoich żalów wylewał. Dzisiaj jadę z wnioskiem klęski suszowej do gminy i zobaczymy, co rządzący na to poradzą. Dobrze chociaż, że w ogródku coś rośnie, rzecz jasna skutkiem ciągłego podlewania. Dobrze, że mam własną studnię, bo gdybym z państwowej wody korzystał, to pewnie ogłosiłbym bankructwo. Zioła jakoś się trzymają, warzywa też, chociaż i tak plon nie jest taki jak w ubiegłych latach.

No ale korzystając z tego, co Pan Bóg dał, postanowiłem przyrządzić typowo letnie danie. Będzie nim kurak w warzywach z bobem. Ten ostatni to przecież pokarm znany już od czasów biblijnych. Na pewno jadali go Abraham, Jozue czy Mojżesz. W Wielkopolsce uprawiamy go już od wczesnego średniowiecza. Dzisiaj zaś stał się rośliną nieco kłopotliwą, bo upodobały go sobie mszyce i obsiadają gromadnie liście i łodygi, prowokując przemysłowych plantatorów do chemicznych oprysków. Ale czerwiec to czas zbioru i łuskania tych jakże smacznych ziaren, pojawia się krótko, a najlepszy jest taki świeży, niemrożony – z cienką skórką. Jeżeli chodzi o kuraka – piszę tak celowo, bo mam na myśli wiejskiego, żyjącego co najmniej pół roku, a nie brojlera utuczonego pod dachem w nienaturalnych warunkach – biorę całe udka. Należy je przekroić na pół, oddzielając pałkę. Przez godzinę marynuję go, wraz z cebulą, w ziołach. Może być bazylia, tymianek i oregano, rzecz jasna sól. Układam w naczyniu żaroodpornym i zasypuję marchewką skrojoną w plastry, porem, selerem, pietruszką.

Do tego dodać – my możemy, bo w ogródku obfitość – posiekanych ziół. Na wierzch kładę zmacerowaną w marynacie cebulę. Piszę ja, a tego, którego widzisz na zdjęciu, przyrządziło Moje Ślubne Szczęście, która równie dobra przy garnkach jak ja, a może i lepsza. Po przykryciu kuraka warzywami i ziołami należy naczynie przykryć pokrywą i trzymać w piekarniku tak długo, aż mięso będzie samo odchodziło od kości.

Gdy kurak się „pyrtoli”, przystępujemy do gotowania bobu. Należy go wypłukać dobrze zimną wodą i wstawić na nie za duży ogień. Do przyprawienia trzeba użyć tylko soli, im skórka grubsza, tym trochę więcej, ale przeciętnie będzie to łyżka stołowa na garnek. Z bobem nie należy przesadzać, by go nie rozgotować, bo cała przyjemność z jedzenia pryśnie. Musi być miękki, tak by łatwo wyskakiwał ze skórki, lekko twardawy, ale łatwo poddający się naciskowi zębów i języka. Do takiego zestawu praktycznie nic więcej nie potrzeba, ale doskonale nada się jakaś zielenina, może być na przykład rukola z jogurtem, albo posiekana rzodkiewka – też tak doprawiona. W te upalne dni życzę smacznego!

Marek Grądzki
Zdjęcia: Żona

zaloguj się aby móc komentowaćkomentarze (brak komentarzy)

Tytułem wprowadzenia...

Kultura kulinarna Wielkopolski. Czyli co i jak jadaliśmy, jadamy i czym czasem popijać to można, żeby poruty nie było. Krótko rzecz biorąc jeden z naszych smakowitszych blogów.

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego