publikuj na facebooku wykop to« EkoBimbą po Poznaniu [20.12.2017, 21:19:54]

Żywność wytwarzana naturalnymi metodami, nie modyfikowana i nie podsypywana na potęgę chemią nawozową staje się coraz modniejsza wśród konsumentów. Zresztą słowo modniejsza jest chyba niewłaściwe. Dla wielu jedzenie tak właśnie wytworzonej staje się życiową koniecznością. Mamy bowiem do czynienia z olbrzymim wysypem różnego rodzaju uczuleń, nietolerancji pokarmowych oraz schorzeń układu pokarmowego. Stara prawda mówi, że tym jesteśmy co jemy. Sceptycy uważają, że to nieprawda, że ludzkość nie ma innej drogi jak tylko intensyfikacja przemysłowej produkcji żywności. Kiedyś nasi przodkowie siali i zbierali pszenicę w ziemi, naszej wielkopolskiej dzięki dobrej kulturze rolnej 3- 4 tony z hektara i uważali się za wybitnych fachowców. Teraz przemysłowy rolnik uważa się za nieszczęśliwego jak mu się nie trafi plon poniżej siedmiu ton.

Przy takiej uprawie opryskiwacz praktycznie nie zjeżdża z pola. Ziarno użyte do siewu hybrydowe, z jednego pięć, sześć kłosów, zaprawione by szkodniki nie wyjadły, potem nawiezione syntetykami pod korzeń, kolejny oprysk na zielone, jak się buja za wysoko to na skrócenie źdźbła, dalej by równomiernie dojrzało i nie wypadło z kłosa. Chemia, cały czas chemia. Potem się okazuje, że młode pokolenie jest uczulone na gluten, ale ten dzisiejszy gluten to coś zupełnie innego niż ten dziewiętnastowieczny. By chleb wyrósł nie obejdzie się bez polepszaczy różnego rodzaju, spulchniaczy i innych wynalazków. Do tego jak go piekła moja babcia wytrzymywał bez większego problemu przez tydzień, ba nawet dwa. Teraźniejszy po kilku dniach zaczyna pleśnieć. Tamten im starszy tym był lepszy, nawet lekko czerstwawy był znakomitym ćwiczeniem dla zębów i przyjazny dla żołądka. Sceptycy mówią, że bez tych dzisiejszych wynalazków nie wyżywimy ludzkości. Uważam, że to bzdura. Wielcy tego świata wymyślili sobie, że najprostszym rozwiązaniem będzie głodującym zrzucić z helikoptera worki z ziarnem a nie nauczyć ich na nowo jak wydobyć plon z ich ziemi. Rzecz jasna sprawa nie jest taka prosta. Miniony wiek i ten dzisiejszy pełen jest lokalnych konfliktów. Tam gdzie latają kule nikt nie będzie uprawiał pola. Ale popatrzmy na przykład Polskiej Akcji Humanitarnej. Pani Janina Ochojska pozbierała wdowie grosiki, pojechała do Palestyny i pobudowała studnie. Przyszli panowie z automatami i je powysadzali bo woda to też artykuł strategiczny. Bez niej przecież nic nie wyrośnie. Ale zejdźmy z dużej polityki na nasz mały, poznański ogródek. W naszym mieście funkcjonuje Zielony Targ. To takie miejsce, dokładniej Rynek Bernardyński gdzie co sobotę zjeżdżają się producenci zdrowej i tradycyjnie wytworzonej żywności by się plonami swojej pracy dzielić z Poznaniakami. Dostać tam można praktycznie wszystko co człowiekowi do życia potrzebne. Jest chleb, nabiał, warzywa, mięso i jego przetwory. Dla producentów zrzeszonych w Stowarzyszeniu Ekologia i Tradycja „Zielony Targ” to nie tylko sposób zarabiania to również sposób i styl życia. Swoją pasją dzielą się z wszystkim chętnymi, tymi, którzy chcą ich słuchać. Ostatnią inicjatywą była podróż EkoBimbą po Poznaniu.

Wypożyczony z MPK starego typu tramwaj ruszył trasą „16”. W środku zaś zasiedli producenci ze swoimi wyrobami by częstować mieszkańców naszej metropolii. Były pyszne przetwory „Naturplonu”, Hubert Karolczak dzielił się jajkami kury zielononóżki w zalewie musztardowej, Kazimierz Kucz częstował pysznymi pierniczkami, Robert Andrzejewski dzielił się miodem, Marian Nowak jogurtem, były sery.

Wynik tej jazdy był bardzo zastanawiający. Okazało się, że bardzo wielu Poznaniaków nie wiedziało o istnieniu tego ryneczku. Trochę z niedowierzaniem ale potem już chętnie częstowali się prezentowanymi wyrobami. Wielu mówiło, że na pewno w kolejną sobotę przyjadą na zakupy.

Może warto spróbować i pojechać po marchewkę, która nie taka kształtna i wielka jak ta z marketu ale po ugryzieniu pełna aromatu i smaku.

Marek Grądzki
Zdjęcia: zdjęcie pierwsze- Żona, pozostałe Adam Turowiec

zaloguj się aby móc komentowaćkomentarze (brak komentarzy)

Tytułem wprowadzenia...

Kultura kulinarna Wielkopolski. Czyli co i jak jadaliśmy, jadamy i czym czasem popijać to można, żeby poruty nie było. Krótko rzecz biorąc jeden z naszych smakowitszych blogów.

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego