publikuj na facebooku wykop to« Do jedzenia coś lekkiego [09.01.2018, 21:30:40]

Trwa karnawał, jeżeli bywamy na balach to teraz moda na coś lekkiego, nie obciążającego żołądek w trakcie radosnych pląsów. Gdzie te czasy gdy zaczynało się galartem z wieprzowych nóżek, kapustą z białą parzoną i grzybami, potem goloneczka, mogła być po bawarsku, w międzyczasie zimny bufet z szynkami, schabami w galarecie, dojrzewającymi kiełbasami, baleronem, do tego porządny barszcz na wędzonce do popicia. Teraz dietetycy powiedzą, że nie wolno, kto to widział jeść wieczorem, do tego jeszcze skakać z pełnym żołądkiem do tego jeszcze od czasu do czasu wypijać kieliszeczek mocno zmrożonej wódeczki, cały szronem obeszły, zostawiający wilgoć na palcach. A mnie jest żal, że to czas miniony, że się nie wróci, że powiedzą dinozaur, zadział się z jakichś wykopalisk. Wiem też, że takie menu serwowane w poznańskich restauracjach XIX wieku w trakcie karnawału niezgodne z naukowymi zasadami, ale i tak mi żal, a pisząc o tym na samą myśl ślinotoku dostaję i chętnie bym popróbował, nie za dużo, tyci, tyci, to tyle co na koniuszku palca. Wszak karnawał trwa krótko, mija szybko, tak jak zresztą wszystko, więc pocieszyłbym się tą chwilą. Teraz zaś nic z tego. Raczą nas rzeczami lekkimi, raz na ząb i by za długo w żołądku nie zalegało.

No cóż spróbuję i jak tych nowomodnych tart i quiche, czy jak tam się zwą. Można na słodko z owocami.

Można też na wytrawnie. Wielkopolska kuchnia nie raz przeplatała się z francuską biorąc z niej to co najlepsze. Dlatego też można sięgnąć do niezastąpionej Maryi Śleżańskiej i jej Kucharza Wielkopolskiego by tam znaleźć ciasto żytnie na pasztety. Wziąć litr żytniej mąki i litr pszennej, zalać pół litrem wrzącej wody, wymieszać, poczekać aż przestygnie i wbić parę jaj lub tylko białek i dobrze wyrobić. Tak przygotowane ciasto rozwałkować i włożyć w formę. Zapobiegliwe gospodynie często spód wysypywały grochem. Miały wtedy pewność, że nic się nie przypali i nie przylgnie. Formę należy włożyć do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni i przez niecałe pół godziny wypiec. Wtedy wyciągnąć i przestudzić. Dziewiętnastowieczna gospodyni włożyłaby w to farsz z dziczyzny, dobawiony wieprzowiną, skruszonego zająca ze słoninką. No ale my o tym zapomnijmy, chcemy być zdrowi i gotowi do tańców, hulanek i swawoli. Dlatego też weźmiemy szpinak, rozmrozimy, bo skąd o tej porze roku wziąć świeży, odparujemy nas patelni, posiekamy by między zęby nie wchodził dodamy, moja małżonka korzystając z domowych zasobów, śmietany mocnej z ugniecionym serem, robię go techniką korycińską, do tego dwa całe jaja. Tak przygotowaną masą wykładamy formę, na wierzch jeszcze dla ozdoby ser pokrojony w kostkę. Całość ląduje na dwadzieścia minut w rozgrzanym do 170 stopni piekarniku. Pilnujemy by ciasto się nie przypaliło.

Wyciągamy, pozwalamy się potrawie nieco schłodzić i wykrawamy w zręczne trójkąty, które lądują na talerzyku stanowiąc ładną, karnawałową przekąskę, która przez ciasto sycić będzie, na żołądku długo zalegać nie będzie a da energię na żwawe pąsy. Ja i tek tęsknił będę za tą golonką, barszczykiem na wędzonce, szynkową roladką ze szparagiem w środku.

Marek Grądzki
zdjęcia: Żona

zaloguj się aby móc komentowaćkomentarze (brak komentarzy)

Tytułem wprowadzenia...

Kultura kulinarna Wielkopolski. Czyli co i jak jadaliśmy, jadamy i czym czasem popijać to można, żeby poruty nie było. Krótko rzecz biorąc jeden z naszych smakowitszych blogów.

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego