facebooktwitteryoutubesoundcloudrsskalendarzjęzyk polskijęzyk angielski

publikuj na facebooku wykop tomapadrukuj« Sztuka robienia portretu

opublikowane przez: kulturaupodstaw.pl, z dnia 09.03.2018, 15:58

Ważne, aby osoba, którą zamierzam sportretować, była podatna na moje sugestie i nie upierała się za wszelką cenę na portret en face albo z któregoś profilu. Z doświadczenia wiem, że najtrudniejsi delikwenci to aktorzy - opowiada kaliski fotograf Mariusz Hertmann, którego wystawę portretów wykonanych aparatem miechowym można oglądać w WBPiCAK w Poznaniu.

Sebastian Gabryel: Znany fotograf Martin Parr, z którym niedawno miałem okazję rozmawiać, powiedział kiedyś, że „fotografia jest najprostszą rzeczą na świecie, ale jest bardzo skomplikowana, żeby naprawdę działała”.

Mariusz Hertmann*: To prawda, fotografia to bardzo łatwa rzecz, a obecnie nawet jeszcze łatwiejsza. A to z kolei powoduje jej zdecydowany nadmiar...

Zbyt często wykonujemy ją bez konkretnego powodu?


- Zapewne. Dla mnie fotografia wielkoformatowa to przede wszystkim świetny sposób spędzania wolnego czasu ze znajomymi. Cieszę się, że są tak przychylnie nastawieni do tego, czym się zajmuję. Oczywiście, to nie jedyny powód. Mam świadomość, że każda sytuacja to potencjalna szansa, że może właśnie tu i teraz uda mi się zrobić zdjęcie jedyne w swoim rodzaju. Jeśli nie zdecyduję się przynajmniej spróbować, to później mogę mieć do siebie żal, że przegapiłem coś wyjątkowego. Wie pan, to potem za człowiekiem chodzi... (śmiech)

Chodziła za panem również fotografia klasyczna. W Kaliszu znany jest pan z wykonywania portretów aparatami miechowymi, które swoją konstrukcją przypominają aparaty z XIX wieku. To archaiczna technika, a jednak wciąż nie wychodzi z użycia.

- Tak, ostatnio - po wielu latach - postanowiłem do niej powrócić. Okazało się, że te manualne umiejętności, które kiedyś nabyłem, wciąż znajdują swoje zastosowanie. To trochę jak z jazdą na rowerze - jak już raz dobrze jej się nauczyłeś, to już tego nie zapomnisz i pojedziesz na rowerze każdego rodzaju. Dlatego teraz, jeśli mam do czynienia z jakimkolwiek aparatem starego typu, to po dziesięciu minutach już wiem, w jaki sposób on działa i mogę się nim swobodnie posługiwać. Można powiedzieć, że do aparatów miechowych powróciłem trochę „z biegu”. Było w tym wiele przypadku i śmiesznych historii, których szczegółów wolałbym nie opowiadać (śmiech). Pierwszego „miecha” otrzymałem w spadku, szybko skompletowałem materiały fotochemiczne, i tak to się zaczęło, bez większych kłopotów.

Intryguje mnie proces wykonania portretu takim aparatem. Podobno może on trwać nawet kilkadziesiąt minut, a sam sprzęt jest dość nieporęczny.


- On zajmuje prawie cały bagażnik mojego samochodu! (śmiech). Format 13x18 cm ze statywem, kasetami, obiektywami i różnymi drobiazgami, to jest spory ciężar. Ale jak człowiek się uprze, to te dwieście metrów jakoś da radę go przenieść, portretowany zazwyczaj niesie statyw (śmiech). Jeśli zaś chodzi o sam proces wykonania portretu aparatem wielkoformatowym, to najpierw trzeba portretowanego trochę sobie pooglądać. Wbrew pozorom, ludzie nie są aż tak symetryczni, jak im to się wydaje (śmiech). Ważne, aby osoba, którą zamierzam sportretować, była podatna na moje sugestie i nie upierała się za wszelką cenę na portret en face albo z któregoś profilu. Z doświadczenia wiem, że najtrudniejsi delikwenci to aktorzy (śmiech). Inni artyści, np. malarze, są za to najlepszymi modelami, jacy istnieją. Później należy ustawić aparat w odpowiednim miejscu tak, by model miał dobre tło. Światło - generalnie tak, by otoczenie sprzyjało powstającemu portretowi i nie „zgrzytało” z modelem. Następnie trzeba wejść pod czarny materiał, by na matówce można było zobaczyć obraz i reszta właściwie zależy już od naszego wzroku. W razie problemów, można pomóc sobie lupą nakładaną na matówkę [półprzezroczysty materiał, służący do ustawienia i kontroli ostrości oraz kadrowania - przyp. red.]. Kiedy już uda się ustawić ostrość za pomocą pokręteł, to od tego momentu osoba fotografowana nie powinna się już poruszać, ze względu na małą głębię ostrości. To wszystko rzeczywiście trochę trwa, ale w przypadku tego rodzaju aparatów można bardzo łatwo źle ustawić ostrość i zepsuć zdjęcie.

Cierpliwość jest w tym przypadku kluczem do sukcesu.

- Jak najbardziej. Dlatego na początku XX wieku, często umieszczało się za portretowanym taki specjalny statyw unieruchamiający głowę. Przyznam szczerze, że od dawna usiłuję coś takiego zdobyć (śmiech). To oczywiście nie koniec procesu wykonywania takiego portretu, bo potem trzeba wyciągnąć matówkę, włożyć kasetę, otworzyć szyber, ustawić ekspozycję. Później kaseta jest zamykana i dopiero można przystąpić do wywoływania w ciemni. Jakby na to nie patrzeć, w porównaniu do fotografii cyfrowej, to jednak trochę wyższa szkoła jazdy (śmiech).

W kwestiach technicznych to niemal przepaść.


- Istnieją też pewne różnice estetyczne, bo tego rodzaju portrety mają pewną bardzo charakterystyczną cechę. Może nie wszyscy to dostrzegają, ale zdjęcia wykonane aparatem wielkoformatowym zwykle przedstawiają poważnych ludzi.

Z czego to wynika?

- Z tego, że mało kto jest w stanie uśmiechać się nieprzerwanie przez ileś minut (śmiech). Trafiłem chyba tylko na dwie osoby, które to potrafiły, a i tak podejrzewam, że wynikało to tylko z fizjonomii ich twarzy. Trudno „grać” samego siebie przez dłuższy czas.

Wynn Bullock - amerykański klasyk XX-wiecznej fotografii - często podkreślał, że kiedy fotografuje, to w rzeczywistości poszukuje odpowiedzi na jedno pytanie: czym jest to, co widzę? Czy pan również stawia je sobie podczas pracy twórczej? W końcu wykonuje pan nie tylko portrety, ale choćby fotografie reportażowe.

- Mam zaufanie do swoich zmysłów, tak jak i mam świadomość, że każda rzecz materialna posiada wiele obliczy i można ją ugryźć na wiele sposobów. Ostatnio fotografuję kościoły, w których często znajduje się wiele artefaktów niedostępnych dla oczu zwiedzających, miejsc widzianych przez nich wyłącznie z daleka. Tymczasem obejrzenie ich z bliska, choćby za sprawą fotografii, potrafi zmienić perspektywę, dostrzec w nich coś nowego. Zdaję sobie sprawę, że to, co widzę, jest tym, co jest, ale zawsze można to sfotografować w sposób zupełnie nieoczekiwany dla odbiorcy.

Ukończył pan fizykę doświadczalną. Czy znajomość tej dziedziny przekłada się w jakiś sposób na pana podejście do fotografii? W końcu jedną z jej zagadnień jest optyka.


- Myślę, że niespecjalnie, choć zależy, jak na to spojrzeć. Większość zdjęć wykonuję na materiałach rentgenowskich. Jak komuś o tym mówię, to często reaguje zdziwieniem. Ludzie pytają, czy to będzie prześwietlenie, czy będzie widać, co oni mają w środku (śmiech). Nie mogą połapać się, jak wygląda wykonywanie takiej fotografii od strony technicznej i fizycznej. Dla mnie jako fotografika, tego rodzaju wiedza jest bardzo przydatna, bo dzięki niej lepiej rozumiem pewne rzeczy dotyczące sztuki fotograficznej, co przekłada się na sprawność wykonania.

W Galerii Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu właśnie rozpoczęła się pańska wystawa „Portret codzienny”. Jakie prace się na nią składają?

- Na wystawie będzie można zobaczyć dwadzieścia pięć portretów w formacie 100x70. Powiem panu szczerze, że jestem bardzo ciekaw, jak ona w ogóle zostanie odebrana, ponieważ te zdjęcia po raz pierwszy zostaną zaprezentowane niejako w oderwaniu od ich społecznego kontekstu. Czym innym było pokazywać je w Kaliszu, a czym innym wystawiać w Poznaniu, który nie ma związku z osobami przeze mnie portretowanymi. W Poznaniu będą oceniane wyłącznie w kategorii sztuki fotograficznej. Dlatego nie ukrywam, że jeżeli moja wystawa również tam spotka się z dobrym przyjęciem, będzie to dla mnie jeszcze większą satysfakcją (śmiech).

Rozmawiał: Sebastian Gabryel
Zdjęcia: Mariusz Forecki oraz Mariusz Hertmann

*Mariusz Hertmann - kaliski fotograf, ukończył fizykę doświadczalną na Uniwersytecie Wrocławskim. Dwukrotny laureat Nagrody Prezydenta Miasta Kalisza za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania kultury i ochrony dziedzictwa narodowego. Zajmuje się fotografią dokumentalną, reportażową, reklamową i inscenizacyjną oraz przygotowaniem i produkcją wydawnictw.

Wystawa zdjęć autorstwa Mariusza Hertmanna pt. „Portret codzienny” odbywa się w Galerii Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu (ul. Prusa 3). Wydarzenie związane jest z Wojewódzkim Przeglądem Wystaw Fotograficznych 2017 roku. Wystawa będzie czynna do końca marca.

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

Krupa u podstaw

19
Wtorek
Czerwiec 2018
Gerwazego
Protazego
Sylwii
Czerwiec, 2018
PnWtŚrCzPtSN
28293031123
45678910
11121314151617
18192021222324
2526272829301

poprzedni dzisiaj następny

projekt i realizacja Media Designers dla KsyKsy copyrights 2014-2018 Kultura u podstaw, portal finansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego